[ Pobierz całość w formacie PDF ]

ca... a na dodatek potem, w bufecie, trzymałaś Billa za rękę...
- Opowiadałam mu o tobie.
- O mnie?
- On wie, co do ciebie czuję.
Wino jest całkiem w porządku, pomyślała, sięgając po kieliszek. Bo
można czymś zająć ręce, popić je, można się zastanowić nad następnym
zdaniem, nad tym, czy należy zdobyć się na odważną decyzję. Bardzo od-
ważną.
Ale gdy tylko odstawiła kieliszek, natychmiast zjawiła się kelnerka, by
go uzupełnić. Bonita nie chciała jej oglądać, chciała być sama, nim to po-
RS
wie, nim podejmie największe ryzyko w swoim życiu. Nie chciała czekać
ani sekundy.
- Rozstaliśmy się, bo Bill się zorientował, jak bardzo cię lubię!
Obserwowała, jak do Hugh dociera to, co powiedziała. Dostrzegła na je-
go twarzy cień powątpiewania, a zaraz potem uświadomienie sobie takiej
możliwości. Ten proces myślowy przebiegał u obojga, więc nawet nie
udawali, że mają apetyt na jedzenie. Hugh przywołał kelnerkę i poprosił o
rachunek, ale na niego nie poczekał. Rzucił banknoty na stół, po czym
chwycił Bonitę za rękę. Wybiegli z restauracji.
- Zerwałaś z Billem z mojego powodu. - Szedł tak szybko, że ledwie za
nim nadążała.
- Bill wiedział, że nadal za tobą szaleję.
- Nadal?
- Od zawsze.
Znalezli się w jego domu. Tak, to musiał być jego dom, bo Hugh wyj-
mował klucze, zapraszając ją do swojego królestwa, do którego wcześniej
nie miała wstępu. Przekroczywszy próg, poczuła, że znalazła wreszcie
swoje miejsce.
Wdychała jego charakterystyczny cytrusowy zapach.
Spoglądała na jego buty w korytarzu, na półki z książkami oraz fotogra-
fiami jej rodziny przedstawiającymi jej ojca, mamę, braci...
Ale na każdej fotografii była i ona.
- Sześć lat temu pocałowałem pewną dziewczynę - mówił. - Wydawało-
by się, że to tylko pocałunek, ale nigdy przedtem nie odważyłem się na coś
tak ryzykownego. Nie dla mnie, ale dla niej. Bo ta dziewczyna była owo-
RS
cem zakazanym, należała do rodziny, którą uwielbiałem. Taka zbuntowana
nastolatka, której rodzice stawali na głowie, żeby uchronić ją przed męż-
czyznami, ale akurat ten jedyny facet, któremu ufali, pożądał jej najbar-
dziej.
Pocałował ją dla potwierdzenia tych słów.
To już nie był pocałunek skradziony ani pocałunek podszyty smutkiem,
lecz taki, który miał go przekonać, że naprawdę trzyma ją w ramionach.
Odwzajemniła pocałunek, nie dlatego, że to było przyjemne, ale dlatego
że chciała, że nie było w tym nic niestosownego. Powinni porozmawiać, ale
najbardziej potrzebowali siebie.
Kiedy prowadził ją do sypialni, czuła, że od teraz jego łóżko będzie także
jej łóżkiem.
A tam, gdzie będą spali, będzie ich dom.
- Włożyłaś spódnicę!
- Dla ciebie - przyznała bliska łez, gdy ją rozbierał. Płakała zaskoczona
własną szczerością i uczuciem, które ją rozpierało, a także dlatego że ziści-
ło się jej marzenie.
Nie czuła potrzeby zaciągania zasłon, bo chciała go widzieć, zdjąć mu
koszulę i dotykać ramion, które ją pocieszały w najtrudniejszej chwili.
Nareszcie zrozumiała, dlaczego bywał dla niej taki okrutny. Zwiado-
mość, że Hugh kochał jej rodzinę, że nawet kiedy był nieprzystępny, czu-
wał nad nią, pozwalała jej śmiało patrzeć w oczy mężczyznie, o którym
śniła od dziesięciu lat, i realizować to marzenie.
Kochać się z nim.
Bo teraz on jej potrzebuje.
RS
Tym razem łóżko nie trzeszczało ani nie groziło im, że ktoś zapuka do
drzwi, mogli swobodnie cieszyć się sobą. Czując go przy sobie, czuła się
spełniona. Nikt nikogo nie musiał uciszać, a co najważniejsze, zaspokojona
mogła położyć się u jego boku na swojej połowie łóżka.
- To moja połowa - szepnął jej do ucha.
- Od kiedy? - zapytała z uśmiechem. Było jej wszystko jedno, gdzie śpi,
byle obok niego.
- Biedny chłopak...
- Kto taki?
- Bill.
- Tak. Nikt nie chce słuchać, jak mówię, że to dobry człowiek.
- Kochasz się we mnie przez cały czas?
- Wcale nie! - Uderzyła go pięścią w tors. - Jak wyjechałeś do Anglii,
usychałam z miłości przez pół roku, ale potem świetnie dawałam sobie bez
ciebie radę. Twój powrót popsuł mi szyki!
- Dzięki temu zrozumiałaś, jak bardzo jestem ci potrzebny.
- Błyskawicznie. - Uśmiechnęła się. - Oraz twoje przerośnięte ego. A ty?
- Co ja?
- Myślałeś o mnie?
- Od czasu do czasu. - Wzruszył ramionami.
- Ile razy? - nalegała.
- Kiedy pisałem e-maile do Paula albo rozmawiałem przez telefon z
twoimi rodzicami...
- I...?
RS
- Po trzech miesiącach znajomości z jakąś kobietą - wyznał. - Kiedy nie
potrafiła mnie rozśmieszyć albo wkurzyć, albo... - Uśmiechnął się do niej.
-Bonny, cały wachlarz emocji...
- O kurczę! - Zciągnęła brwi, licząc w skupieniu. -Sześć lat podzielone
na trzymiesięczne odcinki... Ile było tych kobiet?
- Kilka utrzymało się dłużej.
- Jak długo?
- Aż kupiłem pierścionek i zaczęło się snucie planów weselnych. Ale
choćbym nie wiem jak sobie tłumaczył, że robię słusznie, nie mogłem się [ Pobierz całość w formacie PDF ]