[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Ale to nie był sen. Ethan stał przed nią owinięty ręcznikiem z
mokrymi włosami... Widocznie pływał...
Gdyby go choć trochę mniej nienawidziła, gdyby nie podłość,
z jaką ją potraktował, Mia pewnie wciągnęłaby go do łóżka...
- Jaki lekarz? - spytała, jakby to pytanie miało sens, jakby Mia
rzeczywiście miała jakikolwiek wpływ na to, co się z nią dzieje.
Spojrzała na budzik. Natychmiast oprzytomniała. - Jedenasta?
Za pięć minut powinnam być w szpitalu!
- Daj sobie spokój ze szpitalem - Ethan machnął ręką. - Garth
Wilson jest najlepszym położnikiem w całym Caims. W każdym
razie tak twierdzi żona mojego dyrektora, bo ja mam pewne
zastrzeżenia.
Ten doktor wygląda jak twoi dziwaczni przyjaciele, no wiesz,
ci wielbiciele pokoju. Osobiście wolę, żeby lekarz nosił garnitur
i miał porządny gabinet z solidnym biurkiem.
- Nie wątpię - zgodziła się Mia.
- Na wszelki wypadek sprawdziłem referencje, a ponieważ są
rzeczywiście doskonałe, zleciłem mu opiekę nad tobą.
- Słucham? - Mia usiadła na łóżku, szczelnie owinięta
prześcieradłem. Najchętniej byłaby się zerwała na równe nogi,
ale miała na sobie jedynie majtki, więc nie mogła sobie
pozwolić na takie patetyczne gesty. - Jeśli uznam za stosowne
zasięgnąć opinii lekarza, to go sobie sama znajdę - warknęła,
mordując Ethana spojrzeniem. - Ty na pewno nie musisz się tym
RS
35
zajmować. A teraz wybacz, ale chcę zadzwonić do szpitala.
Trzeba przełożyć dzisiejszą wizytę.
- Daruj sobie szpital - powtórzył Ethan. - Dość już tych
niezliczonych bezimiennych twarzy, które opiekują się tobą z
doskoku. Musisz mieć stałego lekarza...
- A odkąd to jesteś ekspertem od zdrowia kobiety? - nie chcę
więcej słyszeć o prywatnych lekarzach i domowych wizytach.
Nie ma takiej potrzeby.
- Moim zdaniem jest i to natychmiastowa. - Ku wielkiemu
zaskoczeniu Mia Ethan zrezygnował z dominującej pozycji i
przysiadł obok niej na brzegu łóżka. A kiedy się odezwał, jego
głos był niemal pieszczotliwy. - Masz niedowagę. ciśnienie aż
pod chmury, a wczoraj zemdlałaś z powodu odwodnienia.
- Już ci to tłumaczyłam - protestowała Mia, ale Ethan tylko
pokręci! głową.
- Tak, wiem. wczoraj był pogrzeb Richarda i nie miałaś głowy
do drobiazgów - mówi! tym swoim cudownym ciepłym głosem.
- Ale nie możesz zwalać wszystkiego na wczorajszy dzień. Nie
znam się za dobrze na ciężarnych kobietach, ale zgaduję, że
waga w ciąży powinna rosnąć, a nie spadać.
- Skąd wiesz, że nie przytyłam? Zawsze byłam szczupła.
- Ale nie chuda. - Dotknął jej łydki schowanej pod
prześcieradłem. W pierwszym odruchu chciała cofnąć nogę, ale
uczucie było tak przyjemne, że tego nie zrobiła. Tylko patrzyła
na niego szeroko otwartymi oczami. - Widziałem cię.
Zapomniałaś?
On pamiętał. Każdy dzień, każdziutką noc, każdą sekundę.
Jakże łatwo było cofnąć się w czasie do chwili, w której
wszystko się zaczęło.
Błysk flesza. Jakiś fotograf robi nam zdjęcie w kawiarni.
Zaraz potem cały świat przestaje się liczyć.
Szukamy spokojniejszego miejsca, w którym moglibyśmy
zostać sami. Rozmowa, śmiech i bliskość. Jakbyśmy się znali od
lat.
RS
36
Jesteśmy coraz dalej od plaży, od świateł... Wchodzimy do
starej podupadłej dzielnicy, gdzie co krok drzemią ci, którzy
nadużyli alkoholu. Na koniec metalowe drzwi...
- To moja pracownia  mówi Mia.
Drzwi otwierają się powoli, ukazują jedyne miejsce, w którym
naprawdę chciałbym być, do którego oboje pasujemy jak ulał.
Zamiast luksusowego apartamentu artystyczny nieład.
Wszystkie ściany, każdy wolny kawałek przestrzeni są jakby
przedłużeniem tej fantastycznej młodej kobiety. Każdy kawałek
płótna, wszystkie zakurzone figurki tak samo przykuwające
uwagę i tak samo inspirujące jak Mia.
- To twoje prace? - pytam.
- Rzezbię - odpowiada Mia. - I czasami maluję.
- Są piękne.
- Ale nie doskonale. W tym roku wybieram się na studia
plastyczne.
- Musisz?
- Muszę się nauczyć technik. W tej chwili zdaję się wyłącznie
na intuicję.
Rozkłada drabinę, wdrapuje się po niej na górę. Gdybym miał
więcej rozumu, to bym uciekł, tymczasem gramolę się za nią po
tej drabinie na ciemną antresolę.
- Zapal światło - proszę.
- Tu nie ma elektryczności, tylko światło z zatoki. W zasadzie
tu nie sypiam - tłumaczy. - Chyba że się zasiedzę nad jakąś
pracą.
Patrzę na nią, staram się słuchać, co do mnie mówi, ale łóżko
bieleje w ciemności, czeka...
- Przepraszam za ten bałagan - mówi Mia.
- Właściwie nie powinnam cię tu przyprowadzać. Jeszcze
nigdy nikogo tu nie wpuściłam. Nie wiem, co mnie napadło...
Jest zakłopotana, już nie tak podniecona jak przed chwilą.
- Pewnie sobie myślisz, że jestem...  nie kończy zdania. - W
każdym razie dotąd nikogo prócz mnie tu nie było.
RS
37 [ Pobierz całość w formacie PDF ]