[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wiesz o tym bardzo dobrze. Dlaczego lekceważysz to sobie tak przerazliwie?
 Matka pilnuje, to co mnie to obchodzi?  odparł Jurek beztrosko, ale z cieniem jakby
rozgoryczenia.  Jakby mnie zostawiła w spokoju, to bym musiał sam, a tak, to co mam
sobie życie zatruwać?
No właśnie. Pilnować człowieka na każdym kroku i jego poczucie odpowiedzialności
mamy z głowy.
Kiedy, do pioruna, przyjdzie wreszcie komuś do głowy, że wysokie stanowisko to nie
tylko splendor i forsa, ale także odpowiedzialność? Nie ma cięższej niż władza&
Na zakończenie upiekę przy tym ogniu swoją prywatną pieczeń.
Wychodzi nareszcie Pafnucy. Opowieści o niedzwiedziu Pafnucym nie miały szczęścia.
Zaczęła je wydawać łódzka  Egida , oprawa, acz efektowna, nie zdała egzaminu, okazała się
upiornie droga i do tego spotkała się z krytyką nabywców. Dzieci z zapałem wyrywały kartki,
które aż się o to wyrywanie prosiły, niszczyło się jedno, zanim ktokolwiek zdążył kupić
drugie, w rezultacie zrezygnowano z druku, pózniej zaś  Egida znikła z horyzontu, jeśli nie
całkowicie, to w każdym razie w odniesieniu do Pafnucego. Przejął go Polski Dom
145
Wydawniczy i już zaczęło być fajnie, ale zabrakło grafika, a dzieło dla dzieci nie mogło nie
zawierać obrazków. Dwa pierwsze opowiadania obrazki miały, ale i tak w Kanadzie wszyscy
zgłaszali do mnie pretensje, że jest ich za mało. Dla dzieci powinny być na każdej stronie,
niekoniecznie kolorowe, byle były, jest to zachęta i tak dalej. Zgadzam się z poglądem, ale co
niby mogłam na to poradzić?
Martwiłam się ogromnie, bo na żadnym utworze nie zależało mi tak jak na Pafnucym.
Zaczęłam go pisać w charakterze korespondencji do Karoliny, która znajdowała się wtedy w
Algierii. Iwona chciała zachęcić dziecko do czytania, domagała się ode mnie stosownego
tekstu, w rezultacie zaczęłam wysyłać do nich powieść w odcinkach. Pierwsze zdanie pisałam
drukowanymi literami, potem traciłam cierpliwość do tej mordęgi i reszta była na maszynie,
czytała na głos Iwona. Wyszło na jaw, że nie wiadomo, która z nich bardziej czeka na dalszy
ciąg, matka czy córka. Pisałam zatem dalszy ciąg.
Opowiadań jest siedem i ukrytym tematem wszystkich jest ochrona środowiska. Ochrona
lasu. Ochrona dzikich zwierząt i przyrody. Jest to temat, za który dam się zabić i dlatego tak
okropnie chciałam, żeby Pafnucy poszedł w naród. Poglądy, charakter i osobowość zaczynają
się kształtować w dzieciństwie, czym skorupka, czego się Jaś i tak dalej, chciałam trafić do
dzieci, bo z dzieci wyrastają dorośli ludzie. Optymizm pozwala mi żywić nadzieje, że ci
dorośli ludzie coś tam z tego Pafnucego zapamiętają.
Moja przyjaciółka, Maria, powiadomiła mnie, że pod wpływem lektury drugiego
opowiadania, znalazłszy się w lesie, kapsel od piwa schowała do kieszeni. Błogość niebiańska
spłynęła na moją duszę i tym bardziej zaparłam się przy publikacji książki. Informacja, że
dobrowolnie zrezygnowałam z części honorarium na korzyść formy, jest intymna I
nieprzyzwoita, ale prawdziwa I niewątpliwie o czymś świadczy.
Zważywszy, iż jeszcze nie tylko żyję, ale miewam głupie pomysły, Bóg raczy wiedzieć, co
może być dalej. O starości nie ma mowy, wiek mieści się w duszy. Kadłub przywiędły, ale
dusza młoda. I przejawem tego niekoniecznie musi być namiętność do ogłuszających
dzwięków w dyskotece albo rąbania drzewa. Chociaż i drzewo lubię, i tańczyć chętnie pójdę,
jeśli mnie ktoś zaprosi, ale musiałby to być osobnik nieco przechodzony, bo stanowczo wolę
tango niż psychodeliczne wygibasy.
Starości zaś, proszę państwa, nie było, nie ma i nie będzie.
Serdeczne pozdrowienia
Joanna Chmielewska
146 [ Pobierz całość w formacie PDF ]