[ Pobierz całość w formacie PDF ]

splątane włosy. Bryan przywiózł ją do Sandy's swoim nowiutkim białym kabrioletem, który
był bardzo fajny... ale dzień był tak wietrzny i dżdżysty, że Lilly była teraz cała mokra, a jej
włosy zamieniły się w siano.
Przez całą kolację wyglądałam jak upiór, Rany, zupełnie jak tego dnia, kiedy miałam
wypadek, pomyślała. Wtedy poznałam Charliego.
Była to pierwsza od trzech tygodni sobota bez Charliego. Najpierw wypadek, potem
wesele, w końcu grill. Wczoraj widziała go przez chwilę, i o tę chwilę za dużo. Wciąż była na
niego wściekła o to, że we czwartek był taki niemiły.
W końcu udało jej się umówić z Bryanem Bassanim, na którego miała oko co
najmniej od miesiąca. Niestety, na razie jego gwiazda nie błyszczała zbyt jasno.
Może po prostu nie znam go dobrze, pomyślała. Jeszcze raz zerknęła na swoje odbicie
w lustrze i wróciła do stolika.
- A więc? Jesteś gotowa? - zapytał Bryan, wycierając ręce w serwetkę.
- Jasne, ale przecież film zacznie się dopiero za pół godziny.
- Wiem, ale wolę jechać wcześniej i zająć lepsze miejsca.
- No dobra, jak chcesz, - Lilly wzruszyła ramionami i zostawiła na stole napiwek dla
kelnerki. Wychodząc, pomachała na pożegnanie do Kelly, Jake'a i reszty znajomych,
siedzących przy innym stoliku, Właściwie to wolałaby zostać z nimi w Sandy's, zamiast iść
do kina.
- Znasz dużo ludzi - zauważył Bryan. - Fajnie.
- Tak - odparła Lilly. Próbowała powiedzieć coś jeszcze, ale jakoś nic nie
przychodziło jej do głowy.
Bryan uruchomił silnik i powoli wyjechał z parkingu. Lilly ucieszyła się, kiedy przed
wejściem do restauracji Bryan zaparkował samochód i w końcu postawił dach, Przynajmniej
teraz nie zmoknie. W radiu nadawali piosenkę, którą lubiła, więc zaczęła wybijać rytm stopą.
- Zwietny kawałek do tańca - powiedziała, kiedy zatrzymali się na skrzyżowaniu na
czerwonym świetle.
- Nie tańczę - stwierdził stanowczo Bryan.
- Och. - Przypomniała sobie Charliego, który z uśmiechem kołysał się z nią na
parkiecie. - Dlaczego?
- Bo nie lubię.
Lilly pokiwała głową. No cóż, zawsze to jakiś powód, pomyślała, wyglądając przez
okno. Bryan jechał w ślimaczym tempie, więc będzie cud, jeśli w pół godziny zdążą dojechać
do Cineplexu. Czuła się tak, jakby za kierownicą siedziała jej babcia.
Pewnie jedzie tak wolno, bo to nowy samochód, więc nie chce ryzykować. Lilly
pomyślała o Charliem ścinającym zakręty w starej ciężarówce. Zastanawiała się, czy byłby i
taki ostrożny, siedząc za kierownicą nowego wozu. Zdam się, że prowadzenie sportowego
samochodu miało sprawiać przyjemność. O co chodzi?
- Jaką muzykę lubisz? - zapytała, próbując jakoś nawiązać konwersację. - Nie
tańczysz, więc pewnie nie przepadasz za muzyką dance?
- Lubię każdą muzykę, bez różnicy.
Lilly spojrzała na niego podejrzliwie.
- Bez różnicy? Nie masz ulubionych zespołów? Albo takich, których nienawidzisz?
Bryan wzruszył ramionami i włączył kierunkowskaz.
- Nie.
Czyli nie masz żadnych opinii? - chciała zapytać. Zero opinii na jakikolwiek temat. Na
razie jedyny problem, jaki zainteresował Bryana, to, żeby jego hamburger był lekko
wysmażony, a nie średnio krwisty. Dokładnie wytłumaczył to kelnerce.
- Skarbie, pracuję tu od dziesięciu lat. Wiem, co to znaczy lekko wysmażony
hamburger. Kucharz też wie - odparła, co Lilly przyjęła z uśmiechem.
Bryan się jednak nie roześmiał. Zdaje się, że nie miał poczucia humoru, zwłaszcza
kiedy żarty dotyczyły jego samego.
Tyle razy z nim rozmawiałam. Jak mogłam tego nie zauważyć? - zastanawiała się
Lilly, kiedy wjechali na parking przed kinem. Bryan krążył przez dziesięć minut, szukając
miejsca blisko wejścia. Kiedy je w końcu znalazł, okazało się, że do rozpoczęcia seansu
zostało tylko pięć minut. Ruszyli biegiem do kasy po bilety.
- Dwa na  Prawo Murphy'ego - powiedział Bryan.
- Chwileczkę. Niech pani jeszcze nie daje tych biletów - zwróciła się do kobiety w
okienku. - Myślałam, że idziemy na  Smutny poniedziałek .
- Mieliśmy na to iść, ale przeczytałem dziś w gazecie recenzję.  Prawo Murphy'ego
podobno jest świetne. Dużo pościgów, superefekty specjalne.
Och, świetnie, wszyscy wiedzą, że to uwielbiam! - pomyślała Lilly. Jak mógł wybrać
film, nie pytając jej o zdanie?
- Ale  Smutny poniedziałek też ma dobre recenzje - zauważyła. - No wiesz, to taki
trochę zabawny, a trochę dziwny film.
- Decydujcie się w końcu. Ludzie czekają - ponagliła ich kasjerka.
- Ja wolę  Prawo Murphy'ego - powiedział Bryan.
Lilly pokręciła głową.
- Niech będzie. To znaczy, dobrze.
Prawo Murphy'ego, czy to przypadkiem nie jest to prawo, które głosi, że jeśli coś
może się nie udać, to na pewno tak się stanie? - zastanawiała się.
Kasjerka spojrzała na Lilly ze współczuciem i podała im dwa bilety.
Stojąc w tłumie w holu, przed salami kinowymi, Lilly rozglądała się w poszukiwaniu
znajomych. Nagle dostrzegła właśnie tę osobę, której chciała uniknąć: Charliego Roarka.
Czekał z przyjaciółmi w kolejce do baru.
- Chyba kupię landrynki - obwieścił Bryan. - Chcesz coś?
- Nie, dzięki. - Lilly stała w kolejce w nadziei, że Charlie się odwróci i ją zauważy.
Zastanawiała się, czy nie podejść i nie przywitać się pierwsza, ale wiedziała, że zaraz
zacząłby jej dokuczać, że umówiła się z Bryanem. Postanowiła zaczekać, aż Charlie sam
zwróci na nią uwagę, a wtedy ona uda, że go wcześniej nie widziała i zachowa się przyjaznie,
po prostu powie mu  cześć .
Ale Charlie się nie odwrócił. Jego koledzy kupili popcorn, on oczywiście wodę, po
czym podeszli do biletera.
- Cztery na  Smutny poniedziałek - powiedział wpuszczający, przedzierając bilet. -
Drugie drzwi na prawo.
No proszę, pomyślała, Charlie wybrał się na film, który chciałam zobaczyć. Ech,
gdybym umówiła się z nim na dziś wieczór...
Bryan odwrócił się do niej z paczką landrynek w dłoni.
- Chodzmy, bo spóznimy się na zajawki.
- To nie moja wina, że jest tak pózno! - odparła poirytowana.
Bryan spojrzał na nią ze zdziwieniem.
- Czy ja mówię, że to twoja wina?
Kiedy wchodzili do sali, Lilly wskazała wyrokiem cukierki.
- Wiesz, jak to działa na zęby? Nie rozumiem, jak można to jeść.
- Ale ja lubię landrynki - wyznał zmieszany Bryan.
Zwiatło już gasło, gdy Lilly usiadła na miejscu obok niego. Ten facet nawet się nie
potrafi porządnie kłócić! Jedyną tajemnicą dotyczącą Bryana było to, dlaczego Lilly w ogóle
uznała, że jest interesujący. W życiu nie była na nudniejszej randce.
Szkoda, że nie umówiłam się z Charliem, pomyślała. Obejrzelibyśmy świetny film, na
pewno byśmy się śmiali z tych samych rzeczy... Założę się, że dobrze bym się bawiła.
Lilly uświadomiła sobie, że tęskni za Charliem. I to bardzo.
Może Tracy miała rację? - zastanowiła się. Może zakochałam się w Charliem Roarku?
W takim razie, po co umówiłam się z innym chłopakiem?
W poniedziałek po południu, otwierając swoją szafkę, Charlie zauważył idącą w jego
kierunku Lilly. Przez sekundę poczuł nagły przypływ radości i podniecenia, bo wydało mu
się, że Lilly tak się spieszy do niego. Szybko sobie jednak przypomniał, że o tej porze
odbywał się trening cheerleaderek w sali gimnastycznej na końcu korytarza, zaraz za rzędem
szafek.
Zastanawiał się, czy Lilly widziała go w sobotę w kinie. Szybko nadrobiła zaległości
w życiu towarzyskim, pomyślał. Znów obowiązywał schemat  trzy randki w tygodniu , to [ Pobierz całość w formacie PDF ]