[ Pobierz całość w formacie PDF ]

w jedyne okno, w którym świeciło się światło. Sophia musiała być w kuchni,
wywnioskował. Zebrał się w końcu na odwagę, wysiadł z samochodu i ruszył do drzwi.
Sophia wyjęła właśnie z piekarnika pięknie przyrumienioną szarlotkę, którą
upiekła po powrocie z Londynu, aby uczcić uwolnienie się od przeszłości. Pierwszy raz
od wielu lat ciemna noc za oknem nie wydawała jej się groźna i wroga. Siedziała w
kuchni własnego domu ze świadomością, że ani jej, ani Charliemu nikt już nie zagraża, i
nie mogła się nadziwić, że w jedno popołudnie zdołała dokonać tak wiele. Oczywiście
swój tryumf nad okrutnym teściem zawdzięczała prawnikowi, który nigdy nie zgodziłby
się jej reprezentować, gdyby nie Jarrett i jego hojność, co do tego nie miała żadnych
złudzeń. Jej radość byłaby pełniejsza, gdyby mogła się nią podzielić z kimś bliskim.
Spojrzała na pachnące cynamonem i wanilią ciasto i westchnęła ciężko. Gdyby mogła
mu chociaż podziękować za wszystko, co dla niej zrobił. Bała się jednak, że zmęczony
jej nieufnością i chorobliwym wręcz brakiem pewności siebie, Jarrett już nigdy nie
zechce nic od niej przyjąć. Czuła, że miała teraz w sobie wiele miłości i niewinnej wiary
w przyszłość, które w niej obudził, ale nie wiedziała, co z nimi począć. Zrozpaczona
usiadła przy stole, oparła bezradnie głowę na rękach i nie próbowała nawet powstrzymać
napływających do oczu gorzkich łez samotności i tęsknoty. Gwałtowne pukanie do drzwi
zaskoczyło ją tak bardzo, że zerwała się z krzesła i zamarła w bezruchu. Czyżby Sir
Abingdon mimo wszystko postanowił się na niej zemścić? Otarła oczy, wygładziła
pomięte ubranie i uniosła wysoko głowę. Obiecała sobie nigdy więcej się nie bać. Była to
winna Jarrettowi. Podeszła powoli do drzwi i nie pytając „kto tam?", otworzyła je na
oścież. Ku swemu zaskoczeniu zamiast odrażającego teścia na progu stał wysoki
przystojny brunet o lazurowych oczach, które wpatrywały się w nią intensywnie. W
pierwszej chwili chciała zarzucić mu ręce na szyję i przytulić się mocno, ale zmroziła ją
nagła myśl, że przyszedł pożegnać się z nią na zawsze. Pewnie jako porządny mężczyzna
nie chciał robić jej nadziei i trzymać w niepewności, gdy wiedział już na pewno, że
pragnie zakończyć ich trudny związek.
- Cześć - wykrztusiła w końcu.
- Cześć.
Zapadła krępująca cisza, w której przez głowę Sophii przelatywały coraz bardziej
rozpaczliwe myśli.
- Wiem, że obiecałem dać ci trochę czasu i przestrzeni dla siebie, ale obawiam się,
że nie potrafię dotrzymać tej obietnicy. Jeszcze jeden dzień bez ciebie i oszaleję.
Sophia poczuła, jak ulga odbiera jej głos. Powoli na jej twarzy pojawił się szeroki
uśmiech. Przymknęła oczy i odetchnęła głęboko.
- Dzięki Bogu! - westchnęła.
Jarrett wszedł do środka, zamknął za sobą drzwi i wziął oniemiałą ze szczęścia
Sophię w ramiona.
- Kocham cię, kocham w tobie wszystko i nie obchodzi mnie, ile czasu
potrzebujesz, by mi zaufać. Będę o ciebie walczył. Nie zostawię cię samej z problemami,
bo twoje smutki są także moimi, a każdy twój uśmiech to największa nagroda.
Powiedziałaś, że kiedyś spotkam odpowiednią kobietę, jeśli jest mi przeznaczona. Chyba
nie będziesz walczyć z przeznaczeniem?
Sophia wtuliła policzek w miękki kaszmirowy sweter Jarretta i wciąż się
uśmiechając, szepnęła:
- Jak to dobrze, że nie dałeś się zniechęcić moim okropnym zachowaniem.
Przywróciłeś mi wiarę w ludzi. Panie Gaskill, kocham pana, choć przyznaję, że długo się
przed tym uczuciem broniłam. - Sophia uniosła głowę i spojrzała w błyszczące oczy
Jarretta, który objął jej twarz dłońmi i złożył na jej ustach długi namiętny pocałunek.
Drżące palce Sophii delikatnie, ale metodycznie uwolniły Jarretta od swetra i
zabrały się za rozpinanie guzików koszuli, pod którą skrywało się jego gorące, silne
ciało. Nigdy wcześniej nie czuła tak potężnego pożądania - zawładnęło nią całkowicie, [ Pobierz całość w formacie PDF ]