[ Pobierz całość w formacie PDF ]

kolumienkę łoża  widać noga go bolała i nie mógł się na niej opierać.
 Nie możesz włóczyć się gdzie bądz, zwłaszcza bez opieki  powiedział
Atael.  Jednego tylko mam syna i on ma po mnie objąć tron.
 Jeżeli tylko z tego powodu mam być więzniem we własnym domu, to wolę
ten zakichany tron oddać byle komu  odparł Toroj ze złością.
Rozgniewany Atael przyskoczył do niego, chwytając pełną garścią fałdy ko-
szuli, i potrząsnął mocno.
 Nigdy. . . ! Nigdy więcej tak nie mów!! Ród Toho zasiada na tronie North-
landu od sześciu pokoleń i ty będziesz następny, czy ci się to podoba, czy nie! Dla
ciebie prowadzę tę wojnę, dla ciebie giną ludzie, po to wczepiamy się w każdą
garść ziemi, żebyś miał co dziedziczyć, ty niegodziwcze! Jesteś cenniejszy niż
całe złoto tego kraju!
 To mnie zamknijcie w skrzyni, skoro jestem taką cenną inwestycją. Całą tę
wielką wojnę tam przesiedzę, a potem się mnie wyciągnie i odkurzy ściereczką!
I wszyscy będą mówić: to jest nasz królewicz, przyszły król, taki wartościowy, że
nie mógł iść do walki, bo jeszcze by się nam nieco sfatygował!
W króla jakby grom strzelił. W jednej chwili pojął, co tak naprawdę działo
się w duszy syna. Dotychczasowi towarzysze zabaw Toroja opuścili zamek, uda-
jąc się do domów. Starsi wiosną mieli przywdziać zbroje i stanąć w szeregach
bojowników. Młodsi będą asystować ojcom, by uczyć się taktyki i nosić za nimi
miecz. Wykluczenie z wojennego grona musiało od dawna ogromnie zawstydzać
następcę tronu. Sumowało się to ze zwykłą nudą  Atael przypuszczał, że obec-
ność młodszej siostry w najmniejszym stopniu nie wyrównywała braku przyjaciół.
W czas wojenny nikomu nie było w głowie urządzanie polowań i balów  zamek
królewski stał się smutnym miejscem. Ani młodsi wiekiem służący, ani żołnie-
180
rze w żadnym wypadku nie byli odpowiednim towarzystwem dla królewicza. Eg-
zotycznych gości z Południa trudno było zaliczyć do jakiejś kategorii, ale byli
niewątpliwie czymś lepszym od nisko urodzonych. Fascynowali Toroja ogromnie
i zapewne rekompensowali z nawiązką nieznośne rygory dworskiej etykiety.
Atael objął chłopca ramieniem i posadził na brzegu posłania.
 Musimy porozmawiać.
Królewicz rzucił mu niepewne spojrzenie, przeczesał włosy palcami, gestem
przejętym od rodzica. Atael postanowił być cierpliwy. Uświadomił sobie bowiem,
że gdyby teraz uniósł się znów gniewem, gdyby krzyczał na Toroja lub, co gorsza,
uderzył go -straciłby, może bezpowrotnie, szansę na porozumienie z synem.
 Nigdy nie kłamałeś  odezwał się.  Cokolwiek twierdzi twój opiekun,
to się nie zmieniło, prawda?
 Oczywiście  odpowiedział Toroj, prostując plecy w pozie urażonej god-
ności.
 Więc mam pewność, że odpowiesz mi na wszystkie pytania zgodnie z praw-
dą, nawet jeśli nie będzie dla ciebie korzystna?
 Oczywiście  powtórzył królewicz, odrobinę zdziwiony. Prawdomówność
była czymś, z czym zżył się od najwcześniejszego dzieciństwa. Honor nie pozwa-
lał kłamać, więc dlaczego ojciec dopuszcza do siebie takie myśli?
Atael odetchnął głęboko i zaczął przesłuchanie:
 Gdzie spędziłeś dzisiejszą noc?
 U podnóża Gór Zwierciadlanych  odpowiedział Toroj bez namysłu. Lord
protektor nie uwierzył w to wytłumaczenie, biorąc je za bezczelne i głupie łgar-
stwo, ale teraz przecież pytanie zadał ojciec. I powinien uwierzyć. Na pewno
uwierzy.
Król Atael kiwnął powolutku głową, zastanawiając się nad słowami syna.
 To. . . dosyć. . . niezwykłe  rzekł, cedząc słowa.
Toroj oparł się na poduszkach, układając wyżej zwichniętą nogę.
 Chyba powinienem opowiedzieć wszystko od początku, ojcze. A więc to
było tak: postanowiliśmy razem z Jodłowym zapolować na ducha w Ustronnej
Wieży. . .
* * *
Opowieść królewicza była długa, a kiedy skończył, król miał na głowie za-
miast starannie ułożonej fryzury coś, co przypominało zaniedbane ptasie gniaz-
do  tyle razy targał włosy w zdumieniu i desperacji. Pod koniec relacji patrzył
na własnego syna jak na jakieś zdumiewające monstrum, które przybrało ludz- [ Pobierz całość w formacie PDF ]