[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wszyscy domyślali się prawdziwej przyczyny jego nieobecności.
Najwyrazniej dawał rodzinie do zrozumienia, że nie zamierza
jadać w towarzystwie Gavina Sinclaira.
- Rzeczywiście jestem zmęczona. - Alison uśmiechnęła się do
matki. - Przez ostanie kilka dni prawie nie zmrużyłam oka. W
związku z przyjazdem Gavina trzeba było przemeblować
gabinety, a dodatku miałam wyjątkowo dużo wezwań w środku
nocy. - O niczym, no prawie o niczym, nie marzyła tak bardzo,
jak o kilku godzinach snu nie zakłóconego żadnym telefonem.
- Nie powinnaś się tak przemęczać. Kiedy zagonisz Gavina do
roboty?
- Już jutro. Przecież stryj wyjeżdża na cały tydzień. - Aly stała
przy oknie i przyglądała się zebranej na werandzie rodzinie. Jej
bracia Morty i Ross oraz ich żony prowadzili ożywioną
rozmowę. Tylko Gavin stał na uboczu, przyglądając się
dzieciom Rossa bawiącym się w piaskownicy. Całość tego
sielankowego obrazu dopełniał Ru-fus, pies rasy cocker spaniel,
rozciągnięty wygodnie na trawie.
- Gavin jest tak samo milczący jak zawsze - zauważyła
Maggie, stanąwszy obok córki.
Alison skinęła głową.
- Na pewno czuje się niezręcznie z powodu nieobecności
stryja.
- Musisz zrozumieć, że Ołivierowi też nie jest łatwo.
- Wiem - westchnęła Alison. - A na początku wszystko
wydawało mi się takie proste. Pomyślałam, że skoro stryj
RS
74
potrzebuje pomocy, to nikt nie zrobi tego lepiej niż Gavin, który
przecież kiedyś tak bardzo nas lubił.
- Wcale się nie myliłaś. Tylko musi minąć trochę czasu,
zanim stryj mu przebaczy.
- Ale co właściwie ma mu przebaczać? Przecież Gavin nie jest
w najmniejszym stopniu odpowiedzialny za śmierć Pete'a.
- Wiesz równie dobrze jak ja, że choć to zupełnie bez sensu,
stryj uważa, że Gavin powinien go uratować. Dopóki nie
zrozumie, że nie ma racji, nie pozbędzie się niechęci do tego
chłopca.
- I w międzyczasie zatruje Gavinowi życie. Zaczynam
żałować, że go tu sprowadziłam.
- Nie przesadzaj. - W oczach Maggie zabłysły przewrotne
ogniki. - Ma przecież ciebie na pociechę.
- Aatwo ci żartować! Niełatwo pomagać komuś, kto
odwraca się do wszystkich plecami. Nawet nie wiesz, jaki on
jest zasadniczy - rzekła Alison z nutką zwątpienia w głosie.
- Tak zwykle zachowują się ludzie, którzy zostali kiedyś
skrzywdzeni. Musisz zastanowić się, czy ten chłopak wart jest
dla ciebie tyle, żeby o niego powalczyć.
Matka chyba nie zdawała sobie sprawy, jak czułej dotknęła
struny. Gavin był jedynym mężczyzną, na którym Alison
naprawdę zależało, ale w żadnym wypadku nie zamierzała się
do tego przyznać.
- Właśnie. Nadal mam do niego pretensję o to, że wyjechał
wtedy bez pożegnania, ale czasami, jak zrobi coś naprawdę
miłego, mam wrażenie, że mogłabym mu wybaczyć. Chyba
jestem niespełna rozumu.
- Bynajmniej - roześmiała się Maggie. - Po prostu masz zbyt
dobre serce, żeby się na niego wciąż gniewać. Taka już jesteś i
musisz się z tym pogodzić.
- Tak sądzisz?
- Mówiłam ci już, co znaczy imię Gavin?
RS
75
Aly zdążyła się już przyzwyczaić to tego, że matka miała w
zwyczaju przeskakiwać z tematu na temat.
- Nie.
- Biały jastrząb. Przynajmniej tak jest napisane w jednej
książeczce dla dzieci. Pamiętasz tego rannego jastrzębia,
którego pan Gilchrist przyniósł kiedyś do domu?
- Słabo.
- W każdym razie, nasz Gavin przypomina mi tamtego ptaka.
- Co ty?
- O ile dobrze pamiętam, Gilchrist musiał się sporo natrudzić,
żeby pozwolili mu go zatrzymać. To bardzo rzadki, chroniony
gatunek.
Gdyby tylko mama nie zbaczała tak często z tematu,
westchnęła Alison.
- Białe jastrzębie budują gniazda w koronie drzewa, ale mało
kiedy osiadają w nich na stałe. I atakują wszystkich, którzy
próbują zakłócić ich spokój. Pan Gilchrist mówił nam jeszcze na
spotkaniu koła gospodyń, że w niewoli jastrzębie zachowują się
bardzo nerwowo, ale młode osobniki całkiem łatwo dają się
udomowić.
- Ale co to ma wspólnego z Gavinem? - Aly zaczynała się
niecierpliwić.
- Nie rozumiesz? On też jeszcze nigdzie nie zagrzał miejsca.
Trzy lata temu opuścił Hartwell, nie oglądając się za siebie.
Podobnie teraz. Po prostu się spakował i wyjechał z Oklahoma
City, jakby nic go tam nie trzymało. Zwróciłaś uwagę na to, że
nawet nie ma własnych mebli? Woli je wypożyczać.
- Wielu ludzi tak robi.
- Do tego mogę się założyć, że już nieraz zdarzyło się wam
pokłócić, prawda?
Temu akurat Alison nie mogła zaprzeczyć.
- Mam rozumieć, że w niewoli cechuje go duża nerwowość,
tak? - zauważyła nie bez ironii.
RS
76
- Mów sobie, co chcesz, ale musisz się zgodzić, że Gavinowi
nie jest łatwo się przystosować i że nie może znalezć dla siebie
miejsca. Poza tym wciąż jest okropnie nieufny, zupełnie jak
jastrząb Gilchrista.
- Może i tak, ale...
- Ale nie trać nadziei. Jastrzębie dają się w końcu
oswoić. - Maggie Crawford uśmiechnęła się serdecznie do
córki.
- Dobry Boże, mamo, przecież ja nie mam zielonego pojęcia o
hodowaniu jastrzębi.
- Dam ci dobrą radę. Nie ma takiego stworzenia pod słońcem, [ Pobierz całość w formacie PDF ]