[ Pobierz całość w formacie PDF ]

odskoczył. Wkroczyli w mroczną przestrzeń pod pokładem i ruszyli ku burcie. Odgłosy bitwy
rozlegały
się teraz nad ich głowami.
D'Averc przystanął na chwilę i wyszczerbioną szablą rozciął leżący pod ścianą spory tłumok. Ze
środka
posypały się klejnoty.
 Ich łupy  powiedział.
 Nie mamy na to czasu  stwierdził Hawkmoon, lecz Francuz uśmiechnął się tylko szeroko.
 Nie miałem zamiaru ich zabierać  stwierdził  ale nie chciałbym też, by Yaljon z nimi uciekł,
gdyby bitwa rozstrzygnęła się na jego korzyść. Spójrz...  wskazał dużą, okrągłą pokrywę
zaklinowaną
w dnie statku.  Jeśli się nie mylę, przez to można wpuścić wody rzeki do wnętrza okrętu,
przyjacielu!
Książę skinął głową.
 Zajmij się tym, a ja spróbuję uwolnić resztę niewolników.
Zostawił d'Averca mocującego się z osłoną i podszedł ku widniejącym w oddali drzwiom.
Wyciągnął
kołek mocujący rygiel.
Drzwi odskoczyły i wpadli przez nie dwaj siłujący się
mężczyzni. Jeden z nich miał na sobie barwy atakującego statku, drugi był człowiekiem Yaljona.
Hawkmoon błyskawicznym ruchem przeszył pirata mieczem. Drugi z walczących popatrzył na niego
zdziwiony.
 Ty jesteś jednym z tych, których widzieliśmy broniących się na pokładzie rufowym! 
wykrzyknął.
Książę przytaknął ruchem głowy.
 Do kogo należy wasz okręt?
 To statek Bewcharda  odparł tamten, ocierając pot z czoła. Powiedział to takim tonem, jakby
nazwisko właściciela stanowiło wystarczające wyjaśnienie.
 A kto to jest Bewchard? Mężczyzna w mundurze zaśmiał się.
 No cóż, to zaciekły wróg Yaljona, jeśli to chciałbyś wiedzieć. On także podziwiał walkę na rufie
i był
zafascynowany waszymi umiejętnościami.
 To możliwe  Hawkmoon odpowiedział z uśmiechem.  Byliśmy dzisiaj w dobrej formie. Poza
tym, bądz co bądz, walczyliśmy o życie!
 To wystarczający powód, by uczynić z nas wszystkich odpowiednio zręcznych szermierzy 
przyznał marynarz.  Nazywam się Culard, a ponieważ jesteście wrogami Yaljona, możecie uważać
mnie za przyjaciela.
 Zatem ostrzeż swoich kamratów  rzekł książę.  Mamy zamiar zatopić statek. Spójrz. 
Wskazał
d'Averca mocującego się z okrągłą pokrywą.
Culard pospiesznie skinął głową i zniknął w sekcji wioślarzy.
 Zobaczymy się po bitwie, przyjaciele  rzucił przez ramię.  O ile przeżyjemy!
Hawkmoon poszedł za nim wąskim przejściem, rozcinając po drodze pęta niewolników.
Sądząc po odgłosach na pokładzie, ludzie Bewcharda spychali piratów Yaljona ku rufie. W pewnym
momencie Hawkmoon poczuł, że statek wyraznie drgnął i po chwili ujrzał d'Averca wybiegającego
zza
drzwi.
 Myślę, że powinniśmy zmykać na brzeg  rzekł uśmiechnięty Francuz, wskazując kciukiem
niewolników zsuwających się za burtę.  Za ich przykładem.
Książę skinął głową.
 Ostrzegłem ludzi Bewcharda. Sądzę, że odpłaciliśmy się już Yaljonowi  oznajmił, wsuwając
miecz pirackiego herszta pod pachę.  Postaram się nie stracić tej broni. To najlepszy oręż, jaki
kiedykolwiek miałem w ręku. Z jego pomocą zdystansuję nawet najbardziej wytrawnego szermierza!
Podbiegł do krawędzi pokładu i stwierdził, że ludzie Bewcharda, którzy przedtem zepchnęli piratów
ku
przeciwległej burcie, teraz nagłe zaczynali się wycofywać. Widocznie Culard zdążył przekazać
wiadomość.
Woda z bulgotem wdzierała się do środka, statek nie mógł zbyt długo jeszcze utrzymywać się na
powierzchni. Hawkmoon zerknął za siebie. Odległość między obiema jednostkami była niewielka,
najlepszą metodą ucieczki wydawało się przejście na pokład szkunera Bewcharda.
Poinformował d'Averca o swoim planie i Francuz przyznał mu rację. Obaj wdrapali się na reling,
skoczyli i wylądowali na deskach drugiego statku.
Nie było tu galerników przy wiosłach i Hawkmoon, który przystanął na chwilę, pojął, że wioślarze
Bewcharda byli ludzmi wolnymi, biorącymi obecnie udział w walce. Stwierdził w duchu, iż jest to
bardziej ekonomiczne rozwiązanie, nie wymagające brania niewolników. Nim zdążył ruszyć dalej,
zatrzymał go czyjś głos nawołujący z pokładu  Rzecznego Jastrzębia".
 Hej, przyjacielu! Ty z czarnym kamieniem na czole! Czyżbyś miał zamiar zatopić także mój statek?
Książę odwrócił się i ujrzał przystojnego, młodego mężczyznę w czarnym skórzanym stroju i
granatowej zakrwawionej pelerynie zsuniętej z ramion na plecy. W jednej dłoni trzymał topór, w
drugiej
zaś miecz, którym wskazywał w jego stronę ponad relingiem pirackiej galery.
 Ruszamy w swoją drogę  odparł Hawkmoon.  Wasz statek jest bezpieczny...
 Zaczekajcie chwilę!  Mężczyzna wskoczył na poręcz relingu  Rzecznego Jastrzębia" i przez
moment chwytał równowagę.  Chciałbym wam podziękować za wykonanie dla nas dobrej roboty.
Książę z wyraznym wahaniem zaczekał, aż tamten przeskoczy na pokład swojego okrętu i podejdzie
do
nich.
 Nazywam się Pahl Bewchard i jestem właścicielem tego szkunera  powiedział.  Wiele
tygodni
czyhałem na  Rzecznego Jastrzębia". Nie wiem, czy udałoby mi się, gdybyście nie związali walką
większej części załogi, dając mi w ten sposób czas na wyślizgnięcie się z zatoczki...
 Owszem  wtrącił Hawkmoon.  Ale nie mamy dłużej zamiaru uczestniczyć w waśniach
piratów...
 Obrażasz mnie, panie  odparł swobodnym tonem Bewchard.  Przysięgałem, że oczyszczę tę
rzekę z piratów służących Lordom Starvelu. Jestem ich zaciekłym wrogiem.
Marynarze Bewcharda zaczęli tłumnie wracać na pokład, odcinając liny łączące oba statki.  Rzeczny
Jastrząb" powoli obrócił się niesiony nurtem rzeki. Jego ster wystawał już ponad powierzchnię
wody.
Jacyś piraci zeskakiwali z pokładu, nigdzie jednak nie było widać samego Yaljona.
 Gdzie mógł się podziać ich herszt?  zapytał d'Averc, spoglądając na odpływający wrak.
 To szczur  stwierdził Bewchard.  Prawdopodobnie uciekł po kryjomu, gdy tylko utwierdził
się w
przekonaniu, że dzisiejsza bitwa nie przyniesie mu zwycięstwa. Bardzo nam pomogliście, panowie.
Yaljon był najgorszym ze wszystkich piratów. Proszę przyjąć moje wyrazy wdzięczności.
D'Averc, nie tracący nigdy rezonu, gdy w grę wchodziło dobre wychowanie oraz jego własny interes,
odparł szybko:
 My także jesteśmy wdzięczni, kapitanie Bewchard, za pańskie przybycie w tej właśnie chwili,
kiedy
znalezliśmy się na straconej pozycji. Długi zostały wyrównane, jak sądzę  uśmiechnął się szeroko.
Bewchard skłonił głowę. [ Pobierz całość w formacie PDF ]