[ Pobierz całość w formacie PDF ]

I naraz, choć obie nie wiedziały, jak to się stało, padły sobie w ramiona,
płacząc ze szczęścia.
W jej życiu wszystko się nagle zmieniło. Odnalazła mamę, poznała swego
fantastycznego ojczyma i szesnastoletnią siostrę przyrodnią. Nagle miała
rodzinę, o jakiej zawsze marzyła. Otworzyły się jej oczy. Zrozumiała, że to
właśnie rodzina jest w życiu najważniejsza, bycie z ludzmi, których się kocha. I
trzeba zrobić wszystko, by tego nie stracić.
Miesiąc pózniej zadzwoniła do ONZ.
Sekretarka uprzejmie poinformowała, że szejk Hanif jest nieobecny, ale
przekaże mu wiadomość.
- Zechce mu pani powtórzyć, że dzwoniłam? - powiedziała, kryjąc
rozczarowanie.
Jeszcze nie zdążyła odłożyć słuchawki, gdy wezwano ją do szefa i ani się
spostrzegła, siedziała w samolocie do Paryża.
- Lucy, co robisz wieczorem? - zagadnął jeden z kumpli, gdy zjeżdżali
windą po pracy.
- 121 -
S
R
- Daj sobie spokój, Jamie. Po tym wyjezdzie do Paryża Lucy ma oko na
szefa.
- Chyba mierzy wyżej - skontrował ktoś. Winda zatrzymała się, ruszyli do
wyjścia.
- Wyżej? Czyli na kogo?
- Kogoś z królewskiego rodu.
Lucy, która do tej pory nie zwracała uwagi na te przekomarzania, wlepiła
wzrok w koleżankę.
- O czym ty mówisz?
- Dzwonił do ciebie jakiś gość, powiedział, że jest szejkiem. Kiedy byłaś
w Paryżu.
Nogi się pod nią ugięły. Audziła się, że Han oddzwoni. Gdy okazało się,
że tego nie zrobił...
- Nic nie wiedziałam. Kiedy dzwonił?
- Był taki młyn, że nie pamiętam. We wtorek, może w środę. Zostawiałam
ci kartkę na biurku.
- Nie było jej dziś rano.
- Lucy, nie bądz taka - wtrącił Jamie. - Wprawdzie nie mam białego
rumaka, ale mogę cię porwać bmw coupe...
- Rumak powinien być kary - zareplikowała, naciskając przycisk, by
wrócić do biura i odszukać wiadomość.
- Niech ci będzie - przystał. - Czy to może twój sposób na uświadomienie
mi, że nie dasz się zaprosić na drinka?
- Nie bredz - rzekła, lecz nikt już jej nie słuchał. Bo wszyscy cisnęli się do
szklanych drzwi windy, by popatrzeć na lśniącego przed wejściem czarnego
astona martina.
Ujrzała wysiadającego z auta kierowcę. Zwietnie skrojone spodnie,
kaszmirowy sweter i rozpięta pod szyją koszula. Jednak mimo tego
zwyczajnego stroju czuło się bijącą od niego władzę i potęgę.
- 122 -
S
R
Ich spojrzenia się napotkały. Wszyscy wysiedli, lecz Lucy stała
nieruchomo, wpatrując się w podchodzącego mężczyznę.
- Hanif...
Brakowało jej powietrza. Han przytrzymał ją za ramiona, jakby się bał, że
Lucy zaraz upadnie. On zawsze zdąży mnie podtrzymać, przemknęło jej przez
myśl.
- Dzwoniłaś - odezwał się.
- Właśnie się dowiedziałam o twoim telefonie - wydukała. - Byłam w
Paryżu...
- W Paryżu? - Uśmiechnął się. - %7łyjesz pełną piersią.
- To był wyjazd służbowy. Co ty tu robisz? Amirah jest z tobą? Kiedy
przyjechałeś?
Wiedziała, że zadaje za dużo pytań, że plecie trzy po trzy, pomijając to
najważniejsze. Dlaczego przyjechał?
- Zadzwoniłaś, a ja przyjechałem - odparł, jakby czytał w jej myślach. -
Byłbym wcześniej, ale dziś rano musiałem przedstawić moje listy
uwierzytelniające.
- Ale to chyba nie znaczy...
- Zakończyłem misję w ONZ. Teraz przejmuję obowiązki ambasadora w
Wielkiej Brytanii.
- Tylko mi nie mów, że zatęskniłeś za deszczem.
- Zatęskniłem za tobą. A skoro ty jesteś tutaj, to i ja tu zamieszkam.
Miał nową fryzurę. Gęste, starannie podcięte włosy lśniły w świetle.
Mimowolnie sięgnęła do kieszeni i dotknęła rzemyka, którym kiedyś przewiązał
jej włosy. Zachowała go...
- Amirah jest z tobą? - wydusiła.
- Tak, z opiekunką. Nie może się doczekać, kiedy cię zobaczy.
- Bardzo mi jej brakowało.
- Tylko Amirah?
- 123 -
S
R
Nie, nie tylko Amirah.
- Czy może - popatrzył na mężczyzn stojących wokół nich z
rozdziawionymi ustami i przeszedł na arabski - może odnalazłaś się tutaj i już
nie masz dla mnie czasu?
- Zawsze będę mieć dla ciebie czas. Uratowałeś mi życie. - Uśmiechnęła
się do niego. - W końcu ruszyłam do przodu, dzięki tobie. Znalazłam moją
mamę, właściwie to ona mnie znalazła. Jesienią zaczynam nowe studia...
- Bardzo się z tego cieszę - rzekł cicho, a ją nagle olśniło. Jej droga do
przodu zaczęła się nie po rozstaniu z Hanem, a w chwili, gdy ujrzała jego dłoń z
wyciągniętym nożem, gdy ocalił ją przed niechybną śmiercią.
- Znalazłaś już sobie jakieś lokum?
- Nie. Prawdę mówiąc, jeszcze nie miałam czasu, żeby się rozejrzeć.
- Moja ambasada jest w pobliżu twojej uczelni. Nie musiała pytać, skąd
wie.
- Pokoje są przestronne i bardzo komfortowe.
Wstrzymała oddech. Dla Hanifa, wychowanego w innej tradycji, mógł
istnieć tylko jeden powód takiej propozycji.
- Przejechałeś szmat drogi tylko po to, by zaproponować mi mieszkanie,
Wasza Wysokość?
- Zaczynasz czytać w moich myślach, Lucy. Jest tylko jeden mały
problem. Będzie się trzeba dzielić.
- Pokojem?
Ujął jej dłonie, przycisnął je sobie do serca.
- Moim życiem, całym moim światem. Zadzwoniłaś, a ja przyleciałem do
ciebie z Nowego Jorku. Ofiaruję ci moje serce, moją przyszłość. I o to samo
chcę błagać ciebie. Prosić, byś zgodziła się zostać moją jedyną żoną, jedyną
księżną, mamą Amirah. I dzieci, które może nadejdą. [ Pobierz całość w formacie PDF ]