[ Pobierz całość w formacie PDF ]

myślisz?
 Tak mi przyszło do głowy, że on może być w Wherwell wraz z ludzmi
wybranymi przez cesarzową. - Przypomniał sobie ponure wydarzenia i początkowo nie
zauważył, że Cadfael zesztywniał i odwrócił się, by na niego spojrzeć. - Chciałbym, żebyś
miał rację i żeby wyszedł z tego cało.
 Wherwell? Dlaczego właśnie tam?
 Ach, zapomniałem, że nie znasz ostatnich nowin. Otrzymałem je wczoraj
wieczorem. Nie powiedziałem ci, że ludzie cesarzowej próbowali się przedrzeć? Próbowali
tego, Cadfaelu, lecz z fatalnymi dla siebie skutkami. Wysłali doborowy oddział, żeby zdobył
Wherwell, bez wątpienia mając nadzieję, że opanują tam drogę i stworzą sobie możliwość
zdobycia posiłków. William z Ypres rozniósł ich całkiem poza miastem, niedobitki uciekły do
żeńskiego klasztoru i zamknęły się w kościele, który spłonął wraz z przebywającymi w
środku... Niech Bóg im wybaczy, że zbezcześcili święte miejsce, lecz najpierw uczynili to
ludzie Maud, a nie nasi. Kiedy zaczęła się walka, zakonnice, chwała Bogu, zdołały stamtąd
uciec...
Lodowaty mimo słońca dreszcz przeniknął Cadfaela.
 Czy chcesz mi powiedzieć, że Wherwell spotkał ten sam los co Hyde?
 Spalone zostało do fundamentów. W każdym razie kościół. Co do reszty... Jest
teraz tak bardzo gorąco i sucho...
Cadfael, który nagle chwycił go mocno za ramię, równie szybko je puścił, zerwał się z
ławki i zaczął biec, naprawdę biec, jak nie czynił od czasu, kiedy dwa lata temu chciał
wydostać się z zamku zbójców w Titterstone Clee. Pędził jak czarna kula tocząca się z lekkim
kołysaniem na boki. Hugh, który tak bardzo był do niego przywiązany, zerwał się, żeby biec
za nim, a choć sądził, że chodzi o coś bardzo poważnego, nie mógł się dłużej powstrzymać od
śmiechu, gdyż mający ponad sześćdziesiąt lat benedyktyn, zbudowany jak baryłka, wyglądał
dość komicznie.
Cadfael dotarł na wielki dziedziniec i tam zobaczył tych, których szukał, ponieważ nie
spieszyli się z pożegnaniami, choć chłopak stajenny trzymał konia za uzdę, a brat Fidelis
skracał rzemienie, którymi z tyłu umocowany był tobołek Nicholasa Hamage a i jego
zwinięta peleryna. Jeszcze nie wiedzieli, że trzeba się spieszyć. Jezdziec miał przed sobą cały
piękny, słoneczny dzień.
Na dworze Fidelis zawsze nosił kaptur, jakby chciał ukryć swą nieśmiałość, której
przyczyną bez wątpienia była jego niemota. On, który nie mógł przekazać swych myśli
innym, od nikogo nie żądał z góry żadnych przywilejów. Tylko Humilis w jakiś sposób
bezgłośnie się z nim porozumiewał. Kiedy Fidelis umocował pakunek z tyłu siodła, cofnął się
nieco i czekał.
Cadfael zwolnił kroku. Hugh szedł kawałek za nim, a potem zatrzymał się w cieniu
pod murem domu gościnnego.
 Nadeszły wiadomości - rzekł od razu Cadfael. - Musicie usłyszeć je przed
odjazdem. Cesarzowa zaatakowała miasto Wherwell, to był tragiczny atak. Jej siły zostały
zmiecione przez armię królowej. Podczas walki opactwo Wherwell zostało podpalone i
całkowicie spłonął kościół. Nie znam więcej szczegółów, lecz to, co powiedziałem, jest
pewne. Tutejszy szeryf został wieczorem o tym powiadomiony.
 Przez człowieka godnego zaufania - dodał Hugh, podchodząc bliżej.
Nicholas stał bez ruchu, patrząc z niedowierzaniem, usta miał otwarte, złocista
opalenizna zszarzała, kiedy krew odpłynęła mu z twarzy. Szepnął ochryple:
 Wherwell? Odważyli się...
 Jaka tam odwaga! - odrzekł Hugh. - To ludzie cesarzowej znalezli się w
pułapce i na pewno szukali jakiegoś schronienia. Wszyscy skończyli tak samo, nawet ci,
którzy rzucali płonące głownie. Opactwo zostało całkowicie zniszczone. %7łałuję ogromnie, że
właśnie ja musiałem wam to powiedzieć.
 A kobiety...? Dobry Boże, Juliana tam była... Czy dotarły jakieś wieści o
kobietach?
 Schroniły się w kościele, uważając, że tam będą bezpieczne - odparł Hugh. -
W takiej wojnie nie ma bezpiecznego schronienia, nawet dla kobiet i dzieci. Pozostali
atakujący poddali się, większość zapewne uratowała życie. Wątpię, by wszyscy...
Nicholas odwrócił się jak ociemniały, by namacać uzdę, wyrywając swój rękaw z
drżącej dłoni Humilisa.
 Puść mnie, panie! Muszę jechać... Muszę tam pojechać i odnalezć ją. -
Odwrócił się, żeby znów na krótko uchwycić rękę swego suzerena, i mocno ją uścisnął. -
Odnajdę ją, jeśli żyje! Odnajdę i zapewnię jej bezpieczeństwo! - Wsunął nogę w strzemię i
wskoczył na siodło.
 Jeśli Bóg ci dopomoże, prześlij mi jakąś wiadomość - poprosił Humilis. -
Powiadom mnie, czy żyje i jest bezpieczna.
 Uczynię to, wasza miłość, uczynię na pewno.
 Nie martw jej, nie mów nic o mnie. Dowiedz się, czy Bóg ją zachował i czy
prowadzi takie życie, jakiego pragnęła. Znajdzie się przecież jakiś inny klasztor, inne siostry.
Oby tylko nadal żyła! [ Pobierz całość w formacie PDF ]