[ Pobierz całość w formacie PDF ]

przekroczenia klasztornych murów nie miała na sobie zakonnych szat. Ubrana była w
cudownie elegancką w swej prostocie kreację: skromny obcisły staniczek, a do tego spódnica
z kombinacją gazy, przechodzącej z tyłu w długi tren. Lekkie jak mgiełka stare bezcenne
koronki zdobiły głowę, otoczoną koroną z kwiatów pomarańczy.
W dłoni  zamiast wspaniałego bukietu, który kazał przysłać do klasztoru  trzymała
małą, oprawną w kość słoniową książeczkę do nabożeństwa. Szła wyprostowana, z twarzą
pogodną, patrzyła wprost, nie spuszczając oczu, jak zapewne zrobiłaby każda inna
narzeczona, zbliżając się do przyszłego małżonka.
Ich spojrzenia spotkały się. Co mogła, zapytywał siebie, myśleć w tej chwili ta oto młoda
dziewczyna.
Z powodu różnic wyznaniowych przyszłych małżonków ceremonia ślubu została skrócona
do uroczystego błogosławieństwa. Arcybiskup powiedział kilka wzruszających słów, których,
szczerość i serdeczność poruszyły Ravena.
Czyż ślub ten nie był ostatnim aktem zemsty? Czyż Anuszka, której jego siostra gorąco
życzyła takiego szczęścia, jakiego sama zaznała z Arturem, nie była li tylko pionkiem w tej
grze?
Zdając sobie z tego sprawę, książę przysiągł w duszy, że zrobi wszystko dla szczęścia jego
młodej żony. W tym, co robił dziś, było dużo podłości. Zdawał sobie z tego sprawę i ogarnął
go wstyd.
Ustalono, że po skończonej ceremonii młoda para natychmiast opuści klasztor. Książę
wyszedł z kaplicy, trzymając Anuszkę pod rękę. Czekał już na nich powóz.
Zbliżyła się lady Małgorzata.
 Tu moja rola się kończy, Ravenie. Mogę już tylko życzyć wam obojgu szczęścia. Będę
nieustannie modlić się za waszą pomyślność.
W jej spojrzeniu był niepokój, ale i nadzieja. Wziął siostrę w ramiona, uściskał serdecznie,
a potem  całując ją w rękę  pochylił się w kornym ukłonie.
 Dziękuję, Małgorzato.
Wsiedli oboje do powozu i niespokojne konie ruszyły. Wtedy, dopiero wtedy, Raven po
raz pierwszy spojrzał uważnie na swą żonę.
42
Zdjęła welon i książę ujrzał jej włosy  bardzo piękne, ale dziwne. Całe ciemne, lśniące,
przecięte były jasną smugą blond, jakby księżyc zapalił w nich swój promień. Widocznie
zmieszanie różnych krwi spowodowało tę osobliwość.
Zaniepokoiła się jego tak uważnym spojrzeniem.
 Jak mnie pan znajduje?  i nie czekając na odpowiedz, dodała:  Wszystko to jest
dla mnie takie dziwne. Wie pan, kiedy ujrzałam ślubną suknię, którą mi pan przysłał, nie
mogłam powstrzymać się od śmiechu.
 Od śmiechu? Dlaczego?
Uśmiechnęła się i było to tak, jakby promień słoneczny rozświetlił ją całą.
 Wydało mi się bardzo śmieszne, że suknia tak prosta z przodu jest tak wypracowana i
ozdobiona z tylu.
Raven odpowiedział również z uśmiechem.
 To moda lansowana obecnie przez Wortha, króla krawców.
Anuszka spojrzała nań z niedowierzaniem. Nie była pewna, czy z niej nie kpi.
 Czy mam rozumieć, że to mężczyzna szył tę kreację?
Książę wyjaśnił:
 On ją zaprojektował i narysował, a dziesiątki młodych kobiet wykonały ją w jego
atelier.
Młody, swobodny, pozbawiony afektacji śmiech rozległ się w powozie.
 To naprawdę bardzo śmieszne pomyśleć, że mężczyzni szyją suknie dla kobiet.
Sądziłam, że szycie to domena kobiet.  A widząc, że się uśmiecha, dodała:  Wczoraj w
nocy myślałam, że będę musiała u pana boku nauczyć się masę rzeczy. Czy wszystkie będą
takie zabawne i nadzwyczajne?
Raven był zdumiony reakcjami Anuszki. Wszystko jednakże przebiegało zgodnie z
przewidywaniami jego siostry. Po latach odosobnionego życia w klasztorze dla Anuszki
wszystko, co napotykała, było tak dziwne, jakby znajdowała się na obcej planecie.
Przypomniało mu się jego pierwsze z nią spotkanie. Była bardzo poważna, w surowej
szacie zakonnej. I tak bardzo serio rozważała propozycję małżeństwa.
Dzień przebiegł zupełnie inaczej, niż sobie wyobrażał. Nie przestawał dyskretnie
obserwować żony.
Pojechali do pałacu na Polach Elizejskich. Przy każdym nowym odkryciu Anuszka
sprawiała wrażenie pilnej uczennicy słuchającej swego profesora.
Prawda, że patrzyła na wiele rzeczy z humorem i młodzieńczą wesołością, co wprawiało
go w dobry nastrój. Kiedy jej twarz się ożywiała, zwłaszcza kiedy się śmiała, w oczach
43
pojawiały się małe figlarne iskierki, które zdawały się rozpraszać jej zwykły, nieco
tajemniczy wyraz. Był oczarowany jej jasnym, spontanicznym śmiechem. Nie mógł jednakże
powstrzymać się od porównywania go ze śmiechem Cleodel, który zawsze był wymuszony,
pojawiał się z trudem i oporem.
Anuszka z ciekawością oglądała obrazy zawieszone na ścianach. Chciała zapytać o coś
męża i odwróciła się ku niemu. Wyraz jego twarzy spłoszył ją.
 Czy zrobiłam coś niewłaściwego?  zapytała z niepokojem.
 Bardzo mi przykro, ale nie słyszałem pytania.
 Wydawał się pan zagniewany.
 Nie na panią... Myślami byłem gdzie indziej, daleko  odparł żywo.
Starał się zmienić wyraz twarzy. Anuszka nie spuszczała z niego oczu. Teraz, tak jak w
klasztorze, wydawało mu się, że jej wzrok sięga w głąb jego duszy.
 O czym pani myśli, Anuszko?
Odwróciła głowę ku obrazom, nie odpowiadając.
 Zadałem pani pytanie, Anuszko.
Odrzekła cicho, nie podnosząc oczu:
 Wolę nie odpowiadać. Boję się powiedzieć coś, czego nie chciałby pan może usłyszeć.
Książę nie ukrywał swego niezadowolenia.
 Ustalmy jedną rzecz raz na zawsze. Pobraliśmy się i byłoby dużym błędem, gdybyśmy
nie byli wobec siebie szczerzy. Prosiła mnie pani o tłumaczenie jej wszystkich niejasności.
Jeśli zrobi pani lub powie coś nie tak, jak należy, zwrócę pani uczciwie uwagę i nie musi się
pani obrażać.
 Tak właśnie to rozumiem.
 Jeśli o mnie chodzi, również nie będę czuł się urażony. Proszę jednak, żeby była pani
ze mną zawsze szczera i lojalna wobec mnie. Jednego tylko nie zniosę: kłamstwa.
 Nigdy nie skłamię.
 Proszę zatem odpowiedzieć na moje pytanie.
 Dobrze. Widziałam, że był pan pochłonięty myślami niegodnymi pana.
 Proszę wyjaśnić to bliżej.
 Uważam, że jest pan urzekający... nie tylko w sensie fizycznym. Jest pan również
szlachetny i wspaniałomyślny. Dlatego właśnie zgodziłam się wyjść za pana.
Raven zamarł z wrażenia, a ona spokojnie mówiła dalej:
 Przed chwilą ukazał mi się pan w zupełnie innym świetle... Czułam, że coś dziwnego
bardzo silnie pana zaabsorbowało.
44
Raven milczał dalej. Anuszka mówiła głosem spokojnym, prawie beznamiętnym. Takim
właśnie, jakim on zwracał się do niej przed chwilą. Był to ton, jakim rozmawiają ze sobą
ludzie interesu, zupełnie pozbawiony ciepła, którego należałoby się spodziewać pomiędzy
dwiema istotami niedawno połączonymi więzami małżeńskimi.
Musiał przyznać, że Anuszka wykazuje dużą znajomość psychologii. Odpowiedział
dopiero po dłuższej chwili:
 Dziękuję za szczerość. Jestem pełen podziwu dla pani spostrzegawczości.
Anuszka popatrzyła nań uważnie i dodała półgłosem, wskazując na portrety:
 Zbyt przypomina pan swoich przodków uwiecznionych na tych obrazach. Nie
zniosłabym, gdyby moje wyobrażenie o panu okazało się fałszywe. [ Pobierz całość w formacie PDF ]