[ Pobierz całość w formacie PDF ]

zamurowało.
Tak, byłam zła. Bo nie tak miało wyglądać nasze spotkanie po tak długim czasie
milczenia. Miała być impreza i, co najważniejsze, to ja miałam wszystko zorganizować,
a nie on, nie przypadek. Być może był to faktycznie jakiś znak od mamy, jak twierdził,
ale ja miałam to wszystko ułożone& Instynktownie cofnęłam się do drzwi. Ojciec
patrzył na mnie z troską, Teresa wydawała się zakłopotana, a Jakub spojrzał na mnie
tak, jakby wiedział, co zaraz zrobię. Otworzyłam drzwi i wybiegłam na zewnątrz,
potrzebowałam powietrza, czułam, że się duszę&
 Zuzka!  zawołał Kuba, a kiedy nie zareagowałam, pobiegł za mną.
Pędziłam przed siebie, nie bacząc na uciążliwy piasek, który sprawiał, że coraz
bardziej grzęzłam w zdradliwym podłożu. Nie obchodziło mnie, że było już ciemno.
Nie patrzyłam, dokąd zaprowadzi mnie ta ucieczka. Teraz liczyło się tylko to, że
chciałam znalezć się sama, z dala od tego domu, w którym pojawił się mój ojciec, jak
grom z jasnego nieba.
 Zuzka, stój!  krzyknął Kuba, a ja usłyszałam, że był coraz bliżej mnie.
Przyśpieszyłam jeszcze bardziej, ale zamiast znalezć się jak najdalej od niego,
upadłam na piasek. Płakałam.
 Zuzia&  powiedział już łagodniej i poczułam, jak obejmuje mnie ramieniem.
 No, już&
Pozwolił mi się wypłakać, a kiedy w końcu się uspokoiłam, spytał:
 Co się stało?
Nie wiedziałam, jak mu to wytłumaczyć. Bo co niby miałam powiedzieć? %7łe bałam
się konfrontacji z tatą? %7łe marzyłam o tym spotkaniu przez dwa lata, ale teraz
paraliżowała mnie myśl o tym, że on tam był i czekał? %7łe wreszcie to ja chciałam się
zrehabilitować, wyprawiając na tę cześć huczną imprezę, ale jeszcze nie byłam na to
gotowa? Zamiast tego powiedziałam jedynie:
 Boję się&
 Czego?  zapytał.
 Nie wiem. Mojego poczucia winy? Jego cierpienia? Co mam mu powiedzieć?
 Zuzia&  Lekko pocałował mnie w czoło, a ja mimowolnie uśmiechnęłam się.
 To twój tata, zaufaj mu.
Tak, tylko nie wiedziałam, czy ufałam sobie. Bałam się, że przy ojcu kompletnie się
rozkleję, a on nie zniesie tego ogromu cierpienia, bo byłam pewna, że sam nosił w
sobie wielki żal i ból.
 Postaraj się& On tutaj przyleciał, nieważne, czy to był znak od niebios, czy
zwykły zbieg okoliczności. On tu przyleciał, bo usłyszał, że tu jesteś, to znaczy, że
kocha cię i zależy mu na tobie.  Kuba ciągle mnie obejmował i mówił do mnie
spokojnym, rzeczowym tonem, jak do dziecka w przedszkolu, któremu trzeba
wszystko dokładnie wytłumaczyć.
 Dobrze& spróbuję  powiedziałam wreszcie. Może nie ufałam sobie, ale z
niezrozumiałych powodów ufałam jemu. Wierzyłam, że to, co mówił, było prawdą.
 Wracamy?  spytał, a ja pokiwałam głową.
Nadal paraliżował mnie niewytłumaczalny strach, ale Kuba mnie podtrzymywał
ramieniem, co dodawało mi otuchy.
Wzięłam głęboki oddech, zanim weszłam do domu, w którym czekał mój ojciec.
Zupełnie jak nurek, który wypływa na powierzchnię wody, mimo że ma podpięty
aparat tlenowy.
Tatę zastałam na tej samej kanapie, na której ja nie tak dawno temu smakowałam
wszystkie istniejące trunki Kovala. Obok siedziała Teresa i widać próbowała go jakoś
pocieszyć, bo coś do niego mówiła, ale ojciec był wyraznie przybity. Popatrzyłam
na niego i mnie zamurowało. Znów przestraszyłam się tego, że nie zniosę ogromu jego
cierpienia, bo sama nie radziłam sobie z własnym. Wówczas Kuba pogłaskał mnie
delikatnie po ramieniu i wyszeptał do ucha:
 Odwagi&
Podeszłam bliżej salonu. Ojciec, widząc mnie, wstał niepewnie z kanapy, jakby
każdy gest był dla niego wyzwaniem. Spojrzał na mnie z taką miłością, że już wtedy
wiedziałam, że się poddam.
 Zuziu&  Wyciągnął do mnie ramiona.
Nie myśląc wiele, podbiegłam do tego wysokiego mężczyzny o sumiastych wąsach,
który mnie wychował i kochał bardziej niż siebie, wtuliłam się w jego duże ramiona i
wyszeptałam przez łzy:
 Tatusiu&
Teresa poszła na górę, do swojej sypialni, a Jakub powiedział, że idzie na spacer.
Byłam im niezwykle wdzięczna, że zostawili nas samych, nie wyobrażałam sobie
jakiejkolwiek rozmowy z ojcem przy nich.
 Tato, ja&  zaczęłam niepewnie, nie mogąc podnieść wzroku i spojrzeć
na niego.  Przepraszam  dodałam po chwili, już mocniejszym głosem, ale wciąż
nie potrafiłam na niego patrzeć.
Ojciec pogładził mnie po ramieniu, a wtedy z moich oczu znowu popłynęły łzy.
Policzyłam w głowie wszystkie te sytuacje, w których płakałam, odkąd ruszyłam w
moją podróż na Wybrzeże. Czułam się tam już jak na jakiejś kuracji oczyszczającej.
 Kochanie, spójrz na mnie  powiedział spokojnie.
Popatrzyłam na jego zmęczoną twarz, w jego zielone oczy, w których tliła się
ta sama iskra, kiedy jeszcze byliśmy we trójkę, i pomyślałam, że bardzo go kocham, a
najprawdopodobniej nigdy mu tego nie powiedziałam. To zawsze z mamą byłam
bardziej zżyta.
 Ja też przepraszam  dodał.
 Ale tato, to ja cię zostawiłam. Opuściłam cię po tym, jak mama odeszła. Jestem
niedobrą córką.  Akcentowałam dobitnie każde słowo, żeby wiedział, że za ten stan
rzeczy całą odpowiedzialność ponoszę ja, nie on.
 Zuziu, po pierwsze, jesteś najwspanialszą córką, a po drugie, ja również mogłem
szukać z tobą kontaktu, porozumienia, ale nie zrobiłem tego, bo& bo się bałem& 
Popatrzył na mnie ze smutkiem.  & tego, że nie zniosę twojego cierpienia, że go nie
udzwignę, bo ledwo radziłem sobie z własnym.
 Tatusiu, ja bałam się tego samego  rzekłam, zaskoczona tym obrotem sytuacji.
 I bałam się, że nigdy mi nie wybaczysz& Niedawno chciałam się z tobą
skontaktować, ale zabrakło mi odwagi. Nie sądziłam, że możesz chcieć mnie
widzieć& po tym wszystkim.
 To jesteśmy kwita.  Uśmiechnął się do mnie po raz pierwszy od ponad dwóch
lat.  Ja też myślałem, że nie chcesz mnie już znać. A tu, proszę, okazało się, że
każde z nas się pomyliło.
 Na to wygląda  powiedziałam i ucałowałam go w policzek.
Objął mnie mocno i wyszeptał:
 Ale teraz tu jestem. Teraz zaczniemy wszystko od nowa, obiecuję, kochanie.
Bo& my żyjemy, a mama& Ona czuwa nad nami.  Lekko łamał się mu głos.  I
na pewno bardzo chciałaby, żebyśmy nadal byli rodziną.  Przerwał na moment, ale
ciągle mnie do siebie przytulał tak mocno, jakby bał się, że zaraz rozpłynę się w
powietrzu.  Teraz wszystko będzie już dobrze, dziecko.
 Tak, tatusiu. Będzie dobrze.  Miałam nadzieję, że tak właśnie będzie.
Rozdział 12
Nazajutrz razem z ojcem wybrałam się do centrum, pożyczonym od Kuby
samochodem. Niezwykłe w Kowalskich były wsparcie i wyrozumiałość, jakie nam [ Pobierz całość w formacie PDF ]