[ Pobierz całość w formacie PDF ]

królem Kofetuą, który po upływie dwudziestu lat wciąż ma nadzieję, że żebraczka nauczy się pewnego dnia
myć uszy i mówić prawdę.
Te słowa nie mają oznaczać, że zawarcie małżeństwa, które wikła człowieka w taką niedolę, jest czymś
cnotliwym czy mądrym. Zwiadome powodowanie prześladowań nie jest dowodem ani mądrości, ani cnoty,
niemniej jednak wzór, jaki nam Pan stawia przed oczami, wciela się w sposób najbardziej bezpośredni w
postaci chrześcijanina prześladowanego czy umęczonego. W tych strasznych małżeństwach, skoro już raz
zostały zawarte, kierownicza funkcja męża  jeżeli nie ugnie się on pod ciężarem  ma Chrystusowe cechy.
Najbardziej zajadła feministka nie powinna zazdrościć mojej płci tych koron, którymi ją obdarza
pogańskie czy chrześcijańskie misterium. Gdyż jedna jest z papieru, a druga z cierni. Niebezpieczeństwo
polega bynajmniej nie na tym, że mężowie sięgną po tę drugą koronę zbyt pochopnie, ale iż pozwolą, że
żony ją sobie przywłaszczą, lub zmuszą je do tego.
Od problemu Wenus, cielesnego pierwiastka zawartego w Erosie, powracam do całokształtu problemu
Erosa. Tu spotykamy się z tym samym układem zjawisk. Podobnie jak prawdziwym celem, do którego
zmierza Wenus jako składnik Erosa, nie jest rozkosz, podobnie Eros nie zmierza do szczęścia. Sądzimy, że
jest przeciwnie, ale gdy nadejdzie godzina próby, fakty świadczą inaczej. Każdy wie, że usiłowania
rozłączenia kochanków drogą perswazji, że będą nieszczęśliwi, spełzną na niczym. I nie tylko dlatego, że nie
uwierzą. Oczywiście, najczęściej nie uwierzą. Ale nawet gdyby i uwierzyli, nie daliby się przekonać. Bo
właśnie to jest charakterystyczną cechą Erosa: gdy nami włada, woleliśmy być nieszczęśliwi z kochaną istotą
niż szczęśliwi w odmienny sposób. Nawet wówczas, kiedy kochankowie są ludzmi dojrzałymi, którzy
37
wiedzą, że złamane serca goją się koniec końców, i są zdolni zupełnie jasno przewidzieć, że gdyby się
obecnie zdobyli na mękę rozstania, prawie na pewno byliby za lat dziesięć szczęśliwsi niż w wypadku,
gdyby ich małżeństwo doszło do skutku, nawet wówczas nie zechcą się rozstać. Dla Erosa wszystkie te
kalkulacje są nieistotne, tak jak dla Wenus nieistotne są chłodne, brutalne sądy Lukrecjusza. Nawet wtedy,
gdy niepodobna się już łudzić, że małżeństwo z ukochaną istotą doprowadzi do szczęścia, nawet wtedy, gdy
nie można nawet udawać, że przyszłe wspólne życie będzie czymś innym poza pielęgnacją nieuleczalnego
inwalidy albo borykaniem się z beznadziejnym ubóstwem lub wygnaniem czy hańbą, Eros nie zawaha się
powiedzieć:  Lepsze to niż rozstanie. Lepiej być nieszczęśliwym z nią, niż szczęśliwym bez niej. Niech
nasze serca pękną, byleby pękły razem . Jeśli głos wewnątrz nas nie mówi nam tego, nie jest on głosem
Erosa.
Jak wielką rzeczą jest miłość i jak przerażającą! Ale proszę i tu zauważyć wesołość, kroczącą ramię przy
ramieniu z ową wielkością. Bo Eros podobnie jak Wenus jest obiektem nieskończonych żartów. Nawet
wówczas, gdy okoliczności życia dwojga kochanków są tak tragiczne, że żaden świadek nie mógłby się
powstrzymać od łez, oni sami  w biedzie, w sali szpitalnej, w więzieniu w dniu odwiedzin  ogarnięci
bywają nagłym przypływem wesołości, która wydaje się obecnym (ale nie im samym) pełna dławiącego
patosu. Pogląd, że kpiny są zawsze wyrazem wrogości, jest zupełnie mylny. Dopóki kochankowie nie mają
dziecka, do którego się będą mogli śmiać, śmieją się do siebie nawzajem.
Ziarna niebezpieczeństwa są głęboko ukryte i to właśnie jest dowodem dostojeństwa Erosa. Przemawia
jak bóg. Jego całkowite zaangażowanie, odważne lekceważenie szczęścia, wyrzeczenie się własnego dobra 
to brzmi jak orędzie wieczności.
A jednak nie może ono być z własnej mocy głosem Boga. Gdyż Eros przemawiając również dostojnie i [ Pobierz całość w formacie PDF ]