[ Pobierz całość w formacie PDF ]

czyli plasterki homara z grzybami, owinięte solą i otoczone
truflami.
Araminta obawiała się, że sola może być nieświeża, ale
Hannah stwierdziła, że wszystko jest w zupełnym porządku, a
jej opinii nie wypadało kwestionować.
Dziewczyna żałowała, że nie był to sezon na kuropatwy,
bażanty, bekasy czy słonki; potrafiła je przyrządzać na
zupełnie nowy sposób, który niewątpliwie przypadłby do
gustu markizowi.
Na szczęście były jeszcze przepiórki - a la Richelieu albo
z Chateau Yquem i sosami z różnych części Europy, którymi
zamaskowała też zwyczajne kaczki, gęsi i kurczaki.
Co zapewne spodobałoby się jej ojcu - markiz miał
doskonale wyposażoną piwnicę. Majordomus był nieco
zaskoczony, gdy Araminta zażyczyła sobie do przyprawienia
dań nie tylko dobrego szampana, ale także najlepszego
czerwonego wina, najprzedniejszej brandy i porto, które jego
pan smakował z wielkim nabożeństwem.
- Gustave używał tylko najtańszych win - zaoponował z
wyrzutem.
- Nie jestem Gustave - odparła dziewczyna - a moje
potrawy wymagają najlepszych win.
Rad nierad, narzekając cicho, pan Henson przyniósł
butelki i powoli postawił je na stole.
- Dla mnie to czyste marnotrawstwo - powiedział. -
Wina powinny być pite oddzielnie, a nie mieszane z jakimiś
tam kremami!
- Kiedy popróbujesz sosów, które zrobię z ich dodatkiem,
zrozumiesz, dlaczego były takie ważne - uśmiechnęła się
Araminta.
Doskonale zdawała sobie sprawę, że majordomus -
będący postrachem całej służby - wobec niej zupełnie
skapitulował.
W rzeczy samej, był dumny, że przygotowane przez
Aramintę dania, które wnosił do jadalni, otrzymywały tyle
komplementów od dżentelmenów zgromadzonych przy stole
markiza.
Opowiedział jej, że kiedy postawił przed markizem
cukrowy koszyczek, ten uniósł swój kieliszek w kierunku
generała i rzekł:
- Poddaję się, generale! Jesteś zwycięzcą tego turnieju i
nikt z obecnych tutaj temu nie zaprzeczy!
- Cieszę się, że jesteś zadowolony - odparł generał, nieco
zakłopotany. Nie potrafił jednak ukryć cisnącego mu się na
usta uśmiechu zadowolenia.
- Co zamierzasz powiedzieć regentowi? - spytał lord
Alvanley. - Musisz przecież coś powiedzieć, bo każdy w
klubie czeka na ocenę dzisiejszego posiłku.
Markiz wybuchnął śmiechem.
- Mogę po prostu powiedzieć: Le Rod wor mort! Vive le
Roi!
- On nie spocznie, dopóki nie odbije ci tego kucharza -
zachichotał lord Alvanley.
- Chyba po moim trupie! - odparł markiz.
Wszyscy śmiali się z tego, a majordomus pospieszył do
kuchni, by powtórzyć Aramincie to, co usłyszał.
Henson mógł porozmawiać z nią tylko przez chwilę, toteż
odwracając się, rzucił przez ramię:
- I proszę nie zapomnieć, panno Bouvais, że major
Brownlow chce się widzieć z panią przed jej wyjściem.
Araminta odczekała, aż zniknął w drzwiach, i zwróciła się
do Jima, chłopca, który wprowadził ją do domu:
- Czy możesz wezwać mi dorożkę?
- Oczywiście, panienko.
Chłopcy byli już jej niewolnikami, ponieważ dała im
resztki puddingu, pozostałe po dekoracji dań.
- Monsieur Gustave nigdy nie pozwalał nam niczego
dotykać w kuchni - powiedział jeden z nich.
- Ja także nie chciałabym, byście czegokolwiek dotykali -
odparła Araminta - ale to, co wam daję, jest czymś zupełnie
innym. W misce zostało jeszcze sporo musu czekoladowego;
myślę, że możecie się nim podzielić.
Nie musiała tego powtarzać dwa razy - po chwili mus
czekoladowy zniknął w otchłaniach młodych gardeł.
Pomyślała, że jeśli przyjdzie do Wayne House jeszcze raz,
przygotuje wraz z Hannah więcej puddingów, by wystarczyło
dla chłopców.
Wymknęła się z domu, jak tylko Jim oznajmił, że
zajechała dorożka. A kiedy majordomus przyszedł
przypomnieć, że major Brownlow czeka na nią - już jej nie
było.
Wiedziała jednak, że wróci tutaj następnego dnia, i w
drodze do domu układała w myślach listę rzeczy, których
będzie potrzebowała.
Opowiedziała Hannah o swoim sukcesie, wypisała, co
muszą kupić na targu, i wskoczyła do łóżka.
Muszę szybko zasnąć, pomyślała. W przeciwnym razie nie
wstanę o piątej rano. [ Pobierz całość w formacie PDF ]