[ Pobierz całość w formacie PDF ]

sądzicie o takim prezencie dla waszej czteroletniej siostrzyczki? - zapytała Joy, podnosząc
do góry lalkę w stroju księżniczki.
- Eee, ona nie lubi dziewczyńskich zabawek, bo to chłopczyca - upierał się T.J. - Wiem, pani
myśli, że jej się to spodoba, ale tato, ona na pewno będzie wolała...
- Niech zgadnę - wszedł mu w słowo Ed.
- Czy nie jakąś grę komputerową?
Trzy głowy przytaknęły równocześnie identycznym, zautomatyzowanym ruchem.
- Więc może ustalmy, czy macie na liście
322
zakupów kogoś, kto nie chciałby dostać elektronicznej gry? - ironicznie zapytała Joy.
Ciepłe rodzinne wspomnienia gdzieś odpłynęły, zniknęły także resztki radosnego nastroju,
w jaki ją wprowadziło podrzucenie prezentów nieznajomej rodzinie. Przypomniała sobie za
to, że po entuzjastycznych powitaniach, pełnych pocałunków i okrzyków, wizyty
najmłodszych członków jej rodziny do złudzenia przypominały to, co miało miejsce tutaj.
Aha, jeszcze jedno - wuj Fred fałszował.
Okropnie fałszował.
- To prawda, że mała dziewczynka może wolałaby dostać coś innego niż sprzęt elektro-
niczny - przyznał Tim. - To znaczy... to nie takie proste, bo ona ciągle jeszcze wkłada
wszystkie zabawki do buzi. A ty, tato, zawsze mówiłeś, że nie łączy się wody z
elektrycznością.
- Ma się rozumieć. Zasada numer jeden - podpowiedział Jake.
Ed wyglądał na lekko zakłopotanego.
- Zacząłem o tym mówić po tym, jak Tim doszedł do wniosku, że jego rybka chciałaby
posłuchać radia i wrzucił ją do czołgu... to znaczy radia w kształcie czołgu. Do radia na
prąd, nie na. baterie!
Joy żałowała, że nie przyniosła ze sobą filiżanki kawy. Może porcja kofeiny podtrzymałaby
jej upadającego ducha, choć nie sądziła, żeby była
323
w stanie wymazać z jej umysłu obraz porażonej prądem rybki.
- Przestań - zaprotestował Tim. - Miałem wtedy tylko sześć lat i nie za bardzo się na tym
znałem.
- Jasne, to prawda - włączył się Jake. - Ale dzięki tej usmażonej rybce i przepalonemu bez-
piecznikowi zasada:  Woda i elektryczność nie idą w parze" pojawiła się na tablicy.
- Na tablicy? - zdziwiła się Joy.
- To tata wpadł na ten genialny pomysł. Sporządził nam listę pod tytułem  Szkoła życia",
czyli spis zasad, które nas ustrzegą przed różnymi wpadkami. - Tim powiedział to takim
tonem, jakby powątpiewał w sens takiego praktycznego poradnika.
- Ustawił tę tablicę w piwnicy - wyjaśnił T.J. - i dał podtytuł:  Praktyczne porady dla
rodziny Hall".
Ed wyglądał na bardzo zakłopotanego.
- Wystarczy, chłopcy. Jestem pewny, że panna 0'Connełl chciałaby już skończyć z zakupami
i móc wrócić do pracy.
- Prawdę mówiąc, nie muszę. Jestem za to zafascynowana twoimi życiowymi radami. Co
jeszcze widnieje na tej tablicy?
Bracia odpowiedzieli wszyscy naraz, ale T.J. był najgłośniejszy:
-  Codziennie zmieniaj bieliznę osobistą".
324
Wymyśliłem to sam, po tym, jak tata zrobił pranie z całego tygodnia, a potem nie mógł
znalezć ani jednej sztuki z mojej bielizny. - T.J. przerwał na chwilę, po czym dodał
poważnie:
- Teraz już z niej wyrosłem.
- Jest jeszcze zasada codziennego mycia się pod prysznicem o tej samej ustalonej porze
- oznajmił Ed.
- No i jeszcze nie strzelaj płonącymi strzałami... to chyba dwudziesta trzecia zasada! - wy-
krzyknął Jake.
- Niech zgadnę, to był twój pomysł? - zapytała go Joy.
- Prawdę mówiąc, wprowadzenie tej zasady to sprawka moich przyjaciół... Katie, Joeya i
Ryana.
- Nie zapominaj, że ty też tam byłeś i że nie wyczułeś niebezpieczeństwa - zwrócił mu
uwagę Ed. - To dlatego dodaliśmy zasadę dwudziestą czwartą:  Jeżeli twoi znajomi robią
coś niebezpiecznego, każ im przestać albo pobiegnij powiadomić dorosłych".
- Z tym powiadamianiem różnie bywa, no, ale czasami trzeba to zrobić - przyznał Jake,
który w tej chwili wyglądał bardzo dorośle.
Nastroje wyraznie się poprawiły.
Tim uśmiechnął się od ucha do ucha i zerknął na ojca, jakby z góry zakładał, że Ed udzieli
mu reprymendy.
- No i jeszcze jest zasada numer osiemnaście:
325
 Jeśli wydasz nieprzyzwoity dzwięk, po prostu przeproś". Sam to wymyśliłem. Nauczyłem
się zwrotu:  Proszę mi wybaczyć, to nie było eleganckie, ale gdyby wyszło z drugiej strony
ciała, byłoby..."
- Już dobrze - przerwał Ed. - Jestem absolutnie przekonany, że już dostatecznie oświeciliście
pannę 0'Connell na temat praktycznych zasad życia rodziny Hallów.
- Szczerze mówiąc, podobają mi się - zaśmiała się Joy.
W tym momencie z głośników popłynęła rapo-wa wersja piosenki  %7łyczymy wesołych
świąt". [ Pobierz całość w formacie PDF ]