[ Pobierz całość w formacie PDF ]

taka delikatna, wrażliwa, trudno jej się było odnalezć w roli mojej żony. Zawiodłem ją.
Moim obowiązkiem było ją chronić.
Wzięła jego twarz w swoje dłonie i przysunęła się bliżej.
- To już przeszłość, Max. Teraz twoim i moim obowiązkiem jest zrobić wszystko,
żeby nam się udało. Obiecuję, że nigdy cię nie odtrącę tak jak ona. Zawsze będziemy
mogli porozmawiać o naszych problemach. Zawsze będziesz mógł na mnie liczyć.
Pocałował ją czule w kącik ust, a potem już mocniej, gdy znów znalazła się pod je-
go ciałem. Gdy wykrzykiwała jego imię, rozpierzchły się natychmiast wszystkie jego lęki
i zmory przeszłości.
R
L
T
ROZDZIAA DZIESITY
- Twoja ciąża zaczyna być widoczna - oświadczył Maximo, oplatając ją w talii ra-
mieniem.
Alison bacznie obserwowała swoje odbicie w lustrze.
- Właśnie to każda kobieta chce usłyszeć - rzuciła z kwaśną miną.
- Ależ to jest bardzo seksowne - powiedział z uznaniem, stając za nią i cmokając ją
w miejsce za uchem. - Chyba wiesz, że uważam cię za bardzo seksowną.
Wiedziała. Udowadniał jej to wielokrotnie w ciągu zeszłej nocy. To było niesa-
mowite. Poznała tę część siebie, której istnienia nie była dotychczas świadoma. W jego
ramionach pozwalała sobie na wolność bycia sobą, bez konieczności kontrolowania swo-
jego zachowania.
- Podzielam twoje uczucia - powiedziała i odwróciła się przodem do niego, zarzu-
cając mu ramiona na szyję. Był taki męski i przystojny i należał tylko do niej. - Mam na-
dzieję, że kiedy się pobierzemy, nie zapomnisz o tym.
- Dotrzymam obietnicy, Alison. Dlaczego sądzisz, że mogłoby być inaczej?
- Miliony ludzi codziennie składają podobne przysięgi, ale nie ma żadnej gwaran-
cji, że wytrwają w postanowieniach.
- Ja wytrwam. Cieszę się jednak, że dzielisz się ze mną swoimi wątpliwościami.
Może gdyby Selena tak robiła, nie oddalilibyśmy się od siebie tak bardzo. - Sięgnął po T-
shirt leżący na szafce i włożył go przez głowę. - Zresztą, nawet gdyby udało nam się do-
gadać, nie uchroniłoby jej to przed wypadkiem.
- Nie było w tym żadnej twojej winy, Max. Kiedy to wreszcie do ciebie dotrze?
Nic nie mogłeś uczynić. Robiłeś, co mogłeś, żeby ratować małżeństwo. To ona nie chcia-
ła z tobą rozmawiać.
Pokręcił głową z dezaprobatą.
- Za mało poświęcałem jej czasu. Powinienem cię ostrzec, że nie jestem zbyt do-
brym mężem. Dużo pracuję i często podróżuję.
Położyła kojąco dłoń na jego ramieniu.
R
L
T
- Jesteś bardzo dobrym człowiekiem, Max. Będziesz wspaniałym mężem i najlep-
szym ojcem. Pracując w Centrum Pomocy Dzieciom, często miałam do czynienia z męż-
czyznami, którzy nigdy nie powinni byli zostać ojcami. Nie jesteś jednym z nich.
- Mówisz tak i może nawet w to wierzysz, ale znasz mnie dopiero kilka tygodni.
Selena musiała mnie znosić przez siedem lat.
- Myślę, że problemy są w każdym związku. Ważne, by stawić im czoło. W każ-
dym razie my mamy ważny powód, by próbować zawsze się ze sobą porozumieć.
- Dziecko - powiedział, położywszy rozpostartą dłoń na jej brzuchu.
- Tak. I to się nigdy nie zmieni. Dziecko zawsze już będzie nas spajało.
- I to ci wystarczy?
Jej spojrzenie było czujne. Nie mogła się zdradzić ze swoimi uczuciami.
- Musi, czyż nie?
Pokiwał głową pewnie i zdecydowanie.
- Tak.
- Więc wystarcza. Dołożymy wszelkich starań, by się nam udało przez wzgląd na
dziecko. Stworzymy rodzinę i tylko to się liczy. Zawsze wypełniam swoje postanowie-
nia.
- W takim razie jesteś chwalebnym wyjątkiem.
- Czyżbym słyszała w twoim głosie powątpiewanie? Chyba o czymś świadczy fakt,
że do wczoraj byłam dwudziestoośmioletnią dziewicą, pamiętasz?
- Jak mógłbym zapomnieć.
- Nie wiem. Może powinnam ci jednak odświeżyć pamięć - zaśmiała się i zatonęła
w jego objęciach.
- Alison? - Potrząsnął ją lekko za ramię.
Stał nad nią ubrany w spodnie i jasną koszulę.
- Hm? - odpowiedziała mu półsennym mruknięciem.
- Chciałbym ci coś pokazać.
- Już to zrobiłeś - szepnęła, próbując przytulić się do jego ramienia. - Dwa razy -
dodała filuternie.
- Nie to miałem na myśli.
R
L
T
- Przypuszczam, że będę musiała podnieść się z łóżka? - westchnęła, dając do zro-
zumienia, że to będzie wielkie poświęcenia z jej strony.
- Byłoby dobrze - zaśmiał się cicho.
Spędzili cały ranek w łóżku, a teraz było pózne popołudnie. Alison czuła się speł-
niona i rozleniwiona, choć daleka od nasycenia. Wciąż nie miała dosyć pocałunków
Maksa, jego ciepłego oddechu i pieszczotliwych rąk. Mogłaby w ogóle nie wychodzić z
łóżka.
- W porządku, ale najpierw będziesz musiał nakarmić nasze dziecko i mnie - zde-
cydowała, odwracając się na wznak.
- Nie śmiałbym się uchylać od swoich obowiązków - zażartował.
Odkąd Alison przestały męczyć mdłości, zaczęła na nowo czerpać przyjemność z
jedzenia. Makaron z ziołami i suszonymi pomidorami smakował wybornie w zestawieniu
z parmezanem i lekkim sosem. Gdy skończyła, Maximo wziął ją za rękę i wyprowadził
na dziedziniec domu.
- Dlaczego mam wrażenie, że knujesz coś podejrzanego? - spytała, zniżając głos.
- Nie mam pojęcia. Zapewniam cię, że moje intencje są czyste.
- Jakoś trudno mi w to uwierzyć - odparła, udając przerażoną. [ Pobierz całość w formacie PDF ]