[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wyzdrowieje do św. Jana, wydajał nie dla niej, lecz dla pani Ferrars! - Twoją zaś siostrę ogromnie
bawiły anegdoty, niektóre bardzo niedyskretne i nietaktowne, jakimi bez ograniczeń raczyła nas
matka Edwarda.
Było to niezłe przedstawienie, droga córko, i żałuję, że nie mogłaś widzieć pięknego tańca - fandango,
flamenco czy jakoś tak - który pani Ferrars wykonała po kolacji na stole jadalnym, swymi wdziękami
oraz znajomością kroków tańca hiszpańskiego zmiatając na bok całą naszą powściągliwość -
aczkolwiek pani Dashwood była bardzo przygnębiona, Eleonora zaś i Edward nie śmieli spojrzeć na
siebie - ani na jego matkę w trakcie tego popisu. Twojemu mężowi wydałoby się to ogromnie
śmieszne, jak również Tobie, moja córko, jestem tego pewna.
Poza tym mogę jedynie donieść, że kiedy brat gajowego z Delaford, który dostarczył nam jaja siewki
(umieściłam je pośrodku
stołu w pięknym gniezdzie, co wzbudziło ogólny podziw), wracał przez park do drogi, zapytałam go o
nieślubne dziecko pułkownika Brandona, ową córkę, tak niegodziwie uwiedzioną przez naszego
lokalnego - i zdaje się, że również uniwersalnego - nicponia, Willoughby'ego i podobno ukrytą gdzieś
na terenie majątku pułkownika w hrabstwie Dorset.
 Ależ nie, proszę pani", odparł z takim zdumieniem w oczach, iż od razu poznałam, że mówi prawdę.
Po czym poinformował mnie, że pułkownik Brandon zabrał swą córkę do Londynu, aby tam
wyposażyć ją w suknie i dać jej sposobność nacieszenia się towarzystwem młodych ludzi, których
znała, jeszcze zanim pojechała do Bath i wpadła w szpony tego łotra (ów zacny człek tak tego nie ujął,
ale o to mu chodziło). Dziecko - owoc haniebnego związku  zostało wraz z niańką wysłane do
Walii; po krótkim zaś sezonie, który pułkownik spędzi z biedną dziewczyną w Londynie, dołączy ona
do swego bastarda i zamieszka w odosobnieniu na walijskiej granicy, w tamtejszych dobrach
pułkownika. Człowiek ów dodał jeszcze, że głuszce są tam wspaniałe, a łososie rozsadzają wprost
brzegi strumieni - choć na mój rozum słaba to pociecha dla siedemnastoletniej panny z dzieckiem.
Pułkownik Brandon na pewno zrobił to przez delikatność, nie sądzisz, Charlotte? Jego miłość do
Marianny jest tak wielka, że nie chciał, aby natknęła się na ślad jego przeszłości w majątku De-laford.
Podziwiam go za to i szanuję; to dobry ojciec - gdyż nie wątpię, że dla swej żony, Marianny, jest w
równym stopniu ojcem, jak dla swojej córki.
Widzę z okna coś dziwnego. Pani Ferrars biegnie po schodach do dworu, Edward Ferrars usiłuje ją
zatrzymać, a sir John wychodzi im naprzeciw, roześmiany. A teraz wszyscy razem zmierzają w stronę
gołębnika, bowiem deszcz ustał, choć tylko na trochę.
Małgosia, moje słoneczko, woła mnie, więc muszę iść. Aczkolwiek teraz zastępuję tylko panią
Dashwood, macierzyństwu nie ma końca - jak kiedyś sama z przykrością odkryjesz.
Twoja kochająca Matka
Marianna Brandon do Eleonory Ferrars
11 marca
Moja Droga Siostrzyczko!
Za Twój list nie mogę Ci dziękować, ale wybaczam Ci z głębi mego szczęśliwego serca.
Moje życie dotychczas nie miało sensu i celu. Byłam przykuta do mężczyzny dwukrotnie starszego,
którego reumatyzm zaostrza się podczas zim w hrabstwie Dorset, który już prawie co dzień nosi
flanelowe kamizelki - i który wyjeżdża, aby paradować po Londynie, zamiast dotrzymywać
towarzystwa brzemiennej żonie.
Ale tak dłużej nie będzie, Eleonoro! Nie wyszłam za mąż z miłości i on o tym wiedział.
Nigdy jeszcze nie uświadamiałam sobie tak wyraznie, że mamy jedno tylko życie, zanim przejdziemy
do owej krainy pod władaniem Plutona, gdzie wszyscy ludzie i rzeczy są jak jedno... Nigdy jeszcze nie
czułam się tak żywa, całą swą istotą, wszystkimi zmysłami!
Kiedy ujrzymy coś godnego miłości, miłość następuje nieuchronnie; pod przymusem miłość więdnie,
jej esencją jest wol-
ność. Miłość nie daje się pogodzić z posłuszeństwem, zazdrością i lękiem, najbardziej zaś czysta,
doskonała i nieogarniona jest tam, gdzie jej wyznawcy żyją w ufności, równości i swobodzie.
Nie, Eleonoro, to nie są nauki starca, który mieni się moim mężem, będąc w istocie ojcem i starym
filozofem - człowieka, który chciałby mnie uczyć potulnych manier i wpajać oczekiwania kobiet z
epok dawno już minionych.
Eleonoro, jestem zakochana! Mam nowego konia, bardzo pięknego, na którym jeżdżę nawet do
Somersetshire. A mówię Ci to wszystko - nie zważając na Twoją dezaprobatę - tylko z powodu
nierozerwalnych więzów, jakie zawsze będą istnieć między nami.
%7łądam, byś zezwoliła mi na wolność myśli i działań, jakie są Prawem Kobiety - Kobiety od tylu
wieków krzywdzonej przez Mężczyznę oraz Społeczeństwo.
Królowa Mab stoi u drzwi. Adieu, droga siostro.
Marianna
John Willoughby do Marianny Brandon
12 marca
Ukochana!
Teraz, kochanie moje, kiedyś uczyniła mnie szczęśliwym, tylko słowa poezji mogą wyrazić radość
naszej wzajemnej czułości, wolności i zjednoczenia w ekstazie.
Albowiem jeśli to ja uwolniłem Cię z tyranii patriarchatu, to Ty, Marianno, przyniosłaś mi najwyższy
dar - dar swojej istoty. Tyś jest mym drugim ja - i tak jak Ty jesteś połową Willough-by'ego, tak
Willoughby ma szczęście być odwrotną stroną niebiańskiego ciała, jakim jest Marianna.
Ta srebrzystolica Błękitów dziewica, Zwana księżycem na Ziemi, Połyskując sunie Po mym wiotkim
runie, Wzdętym powiewy nocnemi.
A gdzie w mym namiocie W cichym stóp swych locie, Co słyszą tylko anioły, Przerwie tkankę cienką,
Zaraz przez okienko Tłum gwiazd przegląda wesoły.
Ja, widząc jak chyże
Przelatują w wirze
Niby złocistych pszczół roje,
Z uśmiechem rozwinę
Namiotu szczelinę,
Aż morza, jeziora, zdroje,
Jak strzępki błękitu
Strącone ze szczytu
W księżyc i gwiazdy przystroję. *
Jesteś księżycem wobec mojego słońca, Marianno; nasz namiot z wiatru stanie się zaczątkiem
wspólnoty, gdzie pod naszymi promieniami wszyscy będą równi; gdzie wszyscy będą braćmi; gdzie
potrzeby wszystkich zostaną spełnione; gdzie nie będzie chciwości ani smutku. [ Pobierz całość w formacie PDF ]