[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Poza tym nie mam pieniędzy - dodał i sięgnął do kieszeni po drobne. - Bądz taki
dobry, Pawle, i zbiegnij na dół do kiosku. Kup mi paczkę papierosów.
Wyjaśniło się, dlaczego szef okazywał tak silne zdenerwowanie. Nie palił od dobrych
kilku dni i nałóg dawał o sobie znać.
- Ta smarkula - wskazał ręką na Zośkę - odmawia posługi starzejącemu się wujkowi i
nie chce pobiec do kiosku. Co za niewychowaną młodzież teraz mamy!
- Nie powinien pan palić - rzekłem surowym tonem. - Lekarz zabronił. A młodzież
mamy rozsądną. Moim zdaniem, Zośka zrobiła dobrze.
- Lekarz... Zośka.... - przedrzezniał mnie szef. - Co wy tam wiecie o paleniu? Zaraz! A
ty? - szef popatrzył na mnie triumfalnie. - Ty przecież palisz fajkę.
- Właśnie z powodu przeziębienia próbuję rzucić to świństwo - uśmiechnąłem się
zawadiacko.
- Brawo! - wykrzyknęła uradowana Zośka i zaraz się skrzywiła. - Bo ja nienawidzę
tytoniowego smrodu. W kawalerce wujka wszystko jest nim przesiąknięte. Tfu!
- Już niedługo odstawię cię do Aodzi, abyś nie była narażona na wdychanie
nieświeżego powietrza w moim skromnym przybytku - odciął się sarkastycznie pan Tomasz.
- Ale Aódz jest jeszcze gorzej zanieczyszczona niż wujka mieszkanie - broniła się
siostrzenica.
Pan Tomasz opuścił bezradnie ręce i błagalnym wzrokiem spojrzał na mnie.
- To jak? Skoczysz po papierosy? Czuję się już lepiej. Tabletki panny Kruger są
rzeczywiście doskonałe.
- Mam tu dla wujka specjalną gumę - zmieniła temat Zośka i wyjęła z torby kolorowe
opakowanie jakiegoś specyfiku. - Proszę to żuć. Zapomniałam, że mama dała to dla wujka, bo
sama próbowała rzucić palenie.
Zdenerwowany pan Tomasz wziął od niej gumę dla palaczy i ręką dał znak do wyjścia.
- Sam sobie kupię papierosy - odezwał się na klatce.
- Najpierw niech wujek zażyje gumę - zaprotestowała Zośka.
Na szczęście szef posłuchał rady siostrzenicy i zrezygnował z kupna papierosów.
Jednak przez całą drogę do domu aukcyjnego nie odezwał się do nas słowem. %7łuł gumę ze
wstrętem i co pewien czas rzucał w naszą stronę piekielne gromy.
Z tego wszystkiego nie podzieliłem się z nim dotychczasowymi rezultatami
poszukiwań Patryka Cienia.
Na aukcję przybyło dużo ludzi. Połowę z nich stanowili bogaci snobi, dobrze ubrani i
roztaczający wokół siebie aurę niezwykłości. Była jesień i deszczowe dni nie gwarantowały
mieszkańcom stolicy wielu rozrywek. Chodzili zatem do kina, do teatru i na aukcje.
W kuluarach rozmawiano szeptem, raczono się drinkami, a raz po raz ktoś wybuchał
gromkim śmiechem. Zasiedliśmy grzecznie na miękkich fotelikach w głównej, wytwornej
sali, próbując nie zwracać na siebie uwagi. Zerknąłem na pana Tomasza. Czuł się nieswojo w
takiej nadmuchanej scenerii. Widać było, że najchętniej uciekłby stąd, gdzie pieprz rośnie, ale
- jak to często powtarzał - praca detektywa wymagała wielu wyrzeczeń i poświęceń.
Wniesiono cztery obrazy, z których tylko dwa zwróciły specjalną uwagę, to jest
 Portret Władysławy Reynelowej Witkacego i  Mężczyzna w kapeluszu Juliana Fałata.
A potem z bocznego wejścia zasłoniętego zielonymi kotarami wyszedł Wacław de
Górecki w towarzystwie... naszej panny Kruger! Tak, to była ona. Ubrana w wytworną, czarną
suknię, z ekscentrycznym kapelusikiem z woalką na głowie prezentowała się nad wyraz
efektownie. Mężczyzna ukłonił się kilku osobom z pierwszych rzędów i wskazał Niemce
miejsce na początku. Usiedli. Widzieliśmy jedynie czubki ich głów.
- Aadne rzeczy - szepnął szef podniecony pojawieniem się kobiety. - Panna Kruger nie
próżnuje.
- Nawet za tą woalką nie ukryje się przed nami - zauważyła cierpko Zosia.
- A ja wiem, dlaczego w kasynie odniosłem wrażenie, że widziałem już wcześniej de
Góreckiego - rzekłem. - To było na jakiejś aukcji rok temu.
- I ja zdaję się widziałem go kilka razy - dodał szef. - Poza tym, to w jego domu
aukcyjnym próbowano sprzedać biblię.
Zamilkliśmy, gdyż właściwa część aukcji się rozpoczęła.
Pod młotek poszedł obraz Stanisława Ignacego Witkiewicza z 1927 roku wykonany w
studio słynnej Firmy Portretowej autora.
Chętnych do kupna  Portretu Władysławy Reynelowej było kilku. Wśród nich [ Pobierz całość w formacie PDF ]