[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Spojrzenie Sary wyrażało absolutne osłupie-
nie.
 Nie wierzysz mi, tak? No to pozwól, że ci
udowodnię.
Rozpiął koszulę, zdjął zinsy. Był dobrze
zbudowany i opalony. Sarze zaschło w ustach,
jej tętno przyspieszyło, ale kiedy Stuart położył
jej dłoń na swojej piersi, na sercu, jej strach się
ulotnił.
Słyszała za to przyspieszone bicie jego serca.
Podniosła wzrok i zobaczyła, że jego policzki
nabrały niezwykłego koloru, a oczy pociem-
niały. Błyszczały tak mocno, że jej ciało natych-
miast zareagowało.
Odwróciła od niego zawstydzony wzrok. Stu-
art oddychał coraz szybciej, jego skórę pokryła
194 UKRYTY SKARB
cieniutka warstewka potu. Ciekawe, pomyślała
Sara, czy gdyby dotknęła jej językiem, poczuła-
by ten sam słony smak, który miały jego dłonie?
Przez jej zaciśnięte gardło oddech przeciskał się
z coraz większym trudem. Usiłowała przenieść
oczy, ale falujący ruch klatki piersiowej Stuarta
był niemal hipnotyczny.
Czy na myśl o pieszczocie zalewa go taka
sama fala pożądania jak ją? Czy Stuart pragnie
pieszczoty jej dłoni i muśnięcia warg tak bardzo,
jak ona pragnie jego?
 Widzisz  usłyszała jego ochrypły głos.
Uniósł jej rękę, pogładził wypukłość żyły na
nadgarstku, i zanim sobie uświadomiła, co dalej
zamierza zrobić, zaczął powoli całować jej palce.
Pożądanie, które odezwało się w niej już wcześ-
niej, było niczym w stosunku do płomienia, który
teraz pustoszył jej trzewia. Przez chwilę obawiała
się nawet, że straci przytomność.
Stuart chyba podzielał jej obawy, gdyż chwy-
cił ją mocno za rękę, którą tak czule pieścił,
podniósł Sarę i trzymał w kojącym uścisku,
lekko ją przy tym kołysząc, jakby wiedział, że
nie potrafi jeszcze radzić sobie z emocjami,
które w niej wywołał.
Tymczasem ona tak bardzo dygotała, że gdy-
by ją postawił na podłodze, chyba by upadła. Na
szczęście Stuart nawet tego nie próbował.
Penny Jordan 195
Wsunął za to dłonie pod jej sweter.
 Muszę z tym skończyć, i to natychmiast, bo
inaczej nad tym nie zapanuję  mruknął jej do
ucha.  Chyba jednak nie potrafię skończyć...
 dodał i cicho westchnął.
Zastanowiła się, czy on wie, jak bardzo było-
by jej przykro, gdyby ją teraz zostawił...
 Wiesz, czego teraz pragnę?  szepnął jej
znowu do ucha.  Chcę cię rozebrać, położyć się
z tobą i przytulić. Chcę cię całować i ściskać...
pieścić i kochać. Nigdy w życiu niczego tak nie
pragnąłem.
Stuart nie mówi prawdy, to jasne. To nie może
być prawda. Przecież ona wie, że kochał inną
kobietę. Pomimo to jego słowa podziałały na nią
jak cudowny balsam, łagodziły i koiły rany,
które zadała jej Anna.
Sara nie była świadoma, że w jakikolwiek
sposób odpowiedziała na jego słowa, werbalnie
albo gestem. A jednak coś musiało być, jakiś
sygnał, jakaś uległość, jakaś tajemna subtelna
wiadomość, którą wysłało jej ciało, ponieważ
nim się zorientowała, Stuart obsypał ją pocałun-
kami, i to wcale nie tak delikatnymi jak wcześ-
niej.
Teraz był namiętny i niecierpliwy, wręcz
natarczywy. Jego dłonie zatrzymały się na krótki
moment, natrafiwszy na zapięcie biustonosza,
196 UKRYTY SKARB
ale szybko sobie z nim poradziły. Po nagich
piersiach Sary przesunął się bawełniany sweter.
Tak ją to podnieciło, że omal nie krzyknęła,
omal nie zaczęła błagać Stuarta, by ją pieścił
i całował.
Burza zmysłów, która nią owładnęła, spowo-
dowała także nieopanowany dygot. Z jej gardła
wyrwał się krótki dzwięk bezgranicznego zdu-
mienia.
Stuart podniósł głowę i wyszeptał:
 Cii... Wszystko w porządku... Wszystko
jest w porządku.
Ale nic nie było w porządku. Sara cierpiała
z pożądania, pragnęła tego mężczyzny aż do
bólu, o niczym tak nie marzyła jak o tym, by
poznawać jego najintymniejsze sekrety i czule
go pieścić. Pragnęła tego z siłą, o którą się nawet
nie podejrzewała.
Próbowała mu to zakomunikować, nieporad-
nie szukając odpowiednich słów, żeby go po-
prosić, by ją puścił, zanim wprawi go w za-
kłopotanie i sama się upokorzy.
 Chcę...  zaczęła.
Ale Stuart już zdjął z niej sweter, a zaraz
potem dżinsy. Wziął ją na ręce i pocałował [ Pobierz całość w formacie PDF ]