[ Pobierz całość w formacie PDF ]

wyrosły jak spod ziemi i patrzyły na nią zaszokowane.
- Hm... - mruknęła Cherry. Nie miała pojęcia, co powiedzieć.
Miała nadzieję, że Billy coś im wyjaśni, on jednak tylko bezradnie
wzruszył ramionami. - Raejean, twój tata i ja całowaliśmy się -
powiedziała w końcu. - Tak się robi w małżeństwie.
- Jestem Annie - zawołała Raejean.
- A ja jestem Raejean - zawtórowała posłusznie Annie.
- A co to ma znaczyć? - obruszył się Billy. - Dlaczego chcecie
nabrać Cherry?
Raejean spojrzała na niego z wyrzutem.
Anula & pona
ous
l
a
d
an
sc
- Nie rozumiem, tato, dlaczego jesteś taki zły. Ona wcale nie daje
się nabrać. - Spojrzała na Cherry, marszcząc brwi. - Ale jak ty to
robisz? Nikt nigdy nie potrafił nas odróżnić oprócz mamy i taty.
- Nie ma w tym nic dziwnego - wyjaśniła Cherry.
- Jesteście tak różne jak dzień i noc.
- Jesteśmy blizniaczkami - zaprotestowała Raejean.
- Wyglądamy zupełnie tak samo.
- Jesteście podobne tylko zewnętrznie - przyznała Cherry - ale
tutaj - dotknęła swojej głowy - i tutaj - wskazała na serce - bardzo się
różnicie.
- Cieszę się, że potrafisz nas rozróżnić - powiedziała Annie. - Nie
lubię nikogo nabierać.
- A mnie to nic nie obchodzi - zawołała Raejean. - I tak cię nie
lubię!
- Może jeszcze trochę za wcześnie, żeby o tym decydować? -
zapytała Cherry. - Prawie mnie nie znasz.
- Wiem, że chcesz być moją mamą. Nie chcę mieć innej mamusi.
Moja mama jest w niebie! - wykrzyknęła Raejean i pobiegła na górę. W
połowie drogi zauważyła jednak, że Annie nie ruszyła za nią
odruchowo. Odwróciła się i zakomenderowała: - Chodz, Annie!
Annie zawahała się przez chwilę, zaraz jednak pobiegła za
siostrą. Cherry spojrzała na Billy'ego.
- Nie poradzę sobie z nimi sama. Musisz mi jakoś pomóc.
- Trudno się dziwić, że mają zamęt w głowach, Cherry. W końcu
nigdy jeszcze nie widziały, żebym całował jakąś kobietę oprócz ich
Anula & pona
ous
l
a
d
an
sc
matki.
- To może nie powinny widzieć, że się całujemy. Sądzę, że w ich
obecności musisz się trzymać z dala ode mnie.
Billy zastanawiał się przez chwilę, ale w końcu potrząsnął głową.
- Chcę ci okazywać czułość z dwóch powodów. Po pierwsze,
Penelope na pewno by zauważyła,-że w ogóle się nie dotykamy. Jo od
razu dałoby jej pewność, że z naszym małżeństwem coś jest nie w
porządku.
- A drugi powód?
- Nie chcę, żeby moje dzieci widziały, że ignoruję kobietę, która
jest moją żoną. To dałoby im niewłaściwy obraz małżeństwa.
- Rozumiem. - Cherry zdawała sobie sprawę, że Billy miał
najrozmaitsze powody, by ją całować i obejmować, wszystkie one
jednak nie miały nic wspólnego z uczuciem do niej. Ale miłość nie była
warunkiem ich umowy. Musiała pamiętać o zasadach tej gry.
- No dobrze - powiedziała w końcu. - Zgadzam się na to, żebyś
mnie całował i dotykał. Ale oboje musimy pamiętać, że to tylko gra.
Wtedy żadne z nas nie poczuje się zranione. A skoro już to ustaliliśmy,
to zdaje się, że musisz pojechać do miasta po zakupy, a ja może przy-
gotuję coś do zjedzenia. Odwróciła się do niego plecami, ale zanim
zdążyła dojść do zlewu, poczuła jego ramiona obejmujące ją od tyłu.
Zmusiła się, by go odepchnąć.
- Nie rób tego, Billy - mruknęła sucho.
- Cherry, jesteś moją żoną.
- Tylko formalnie - przypomniała mu. - Możemy udawać przed
Anula & pona
ous
l
a
d
an
sc
wszystkimi, ale powinniśmy chyba być szczerzy ze sobą. Nie kochamy
się, Billy, i nigdy nie będziemy się kochać.
Billy opuścił ramiona, ale nie poruszył się. Czuła na plecach
ciepło jego ciała. Przymknęła oczy i z całej siły powstrzymała się, by
się o niego nie oprzeć.
- Skoro mamy być szczerzy - powiedział Billy ochryple - to
chyba powinnaś wiedzieć, że bardzo mnie pociągasz. Tak było od
pierwszej chwili, gdy cię zobaczyłem. - Ujął ją za ramiona i obrócił
twarzą do siebie.
- Taka jest prawda.
Pochwyciła jego wzrok.
- To jest pożądanie, Billy, a nie miłość. Zmrużył ciemne oczy i
zdjął dłonie z jej ramion.
- Nie ma nic złego w tym, że pożąda się swojej żony. [ Pobierz całość w formacie PDF ]