[ Pobierz całość w formacie PDF ]

Wśród publiczności rozległy się okrzyki uznania. Rand
uniósł piłkę do góry i skłonił się uprzejmie. Cecile
wybuchnęła śmiechem i w tej samej chwili z gwaru wybił się
kobiecy głos:
- Brawo, Rand! Wcią\ jesteś moim bohaterem!
Cecile spojrzała w tamtą stronę i poczuła, \e serce
podchodzi jej do gardła. Młoda kobieta - bardzo młoda i
bardzo piękna dziewczyna w uniformie pielęgniarki - machała
ręką do Randa. Przepchnęła się między ludzmi i podeszła do
niego, on zaś ze śmiechem pochwycił ją w ramiona, przytulił i
pocałował.
Cecile przymknęła oczy i odwróciła się. Poczuła mdłości.
Chciała pójść do domu i ukryć się przed całym światem, ale
musiała doczekać do końca meczu. Nie mogła zawieść
chłopców.
Zresztą co ją obchodziło, kogo całował Rand? Przecie\ nie
była w nim zakochana. Ich związek był czysto fizyczny. Sama
ustaliła takie zasady.
Wzięła głęboki oddech i otworzyła oczy. Rand mo\e
całować, kogo chce, pomyślała, patrząc na Denta, który
właśnie przygotowywał się do przejęcia kolejnej piłki. A
nawet jeśli ją to obchodzi, to Rand i tak nigdy się o tym nie
dowie. Tego była zupełnie pewna.
ROZDZIAA SMY
Cecile wkroczyła do sypialni Randa i tu\ za progiem
zrzuciła buty.
- Nadal nie wiem, jak ci się to udało. Rand zaśmiał się
cicho. Podniósł jej buty z podłogi i ustawił równo obok łó\ka.
Druga wizyta Cecile w jego sypialni wyglądała podobnie jak
pierwsza: Cecile ju\ od progu zaczynała się rozbierać.
- Mówiłem ci, \e dzisiaj szczęście mi dopisuje.
- Dobrze, ale szczęście to jedno, a pozbycie się trojga
dzieci na całą noc to zupełnie co innego - odparła, ściągając
koszulkę przez głowę.
Rand tylko uśmiechnął się dumnie.
- Zało\yłem się z Jackiem. Powiedziałem mu, \e jeśli
wygramy, to musi zabrać twoje dzieci na weekend.
- A gdybyśmy przegrali? Rand skrzywił się boleśnie.
- No có\, wówczas zamiast trojga dzieci plączących się
pod nogami, mielibyśmy ich dziewięcioro.
Cecile zastygła z szortami spuszczonymi do kolan.
- Chcesz powiedzieć, \e obiecałeś zabrać wszystkie dzieci
Brannanów na noc?
- Taka była umowa. Cecile powoli zdjęła szorty i
przycisnęła je do piersi, nie spuszczając z Randa
podejrzliwego spojrzenia.
- I naprawdę myślałeś, \e poradzisz sobie z całą szóstką
małych Brannanów, włącznie z blizniaczkami?
- Chyba tak - powiedział Rand nieśmiało. - Prawdę
mówiąc, liczyłem na twoją pomoc.
- Aha, więc brałeś mnie pod uwagę, proponując ten
zakład? - zawołała i zamierzyła się na niego szortami, on
jednak w porę pochwycił ją za rękę.
- Wydawało mi się, \e tak będzie sprawiedliwie, bo w
razie wygranej ty równie\ skorzystałabyś.
- A to niby dlaczego?
- Zyskując noc bez dzieci. To byłaby jedyna okazja,
\ebyśmy mogli pobyć sam na sam.
- A kto ci powiedział, \e ja chcę być z tobą sam na sam? -
mruknęła, ocierając się piersiami o jego tors.
- Czy zawsze jesteś taka kłótliwa?
- Tylko wtedy, gdy ktoś próbuje mną manipulować.
- Czy mi wybaczysz, jeśli ci obiecam, \e na drugi raz
najpierw zapytam ciebie o zdanie?
Cecile wybaczyła mu ju\ dawno, ale miała ochotę jeszcze
trochę się z nim podra\nić.
- Sama nie wiem - rzekła z wahaniem. - Tym bardziej \e
wrobiłeś mnie w tego przeklętego psa.
- Chciałaś mieć tego psa tak samo jak CeeCee. Tylko
upór nie pozwala ci się do tego przyznać.
Cecile musiała się uśmiechnąć.
- Na pewno myślisz, \e jesteś bardzo sprytny.
- Jestem błyskotliwy.
Cecile przyło\yła palec do zagłębienia w jego podbródku i
uniosła mu twarz. Rand westchnął głęboko.
- Mo\e wezmiemy prysznic? Ty umyjesz mi plecy, a ja
tobie, zgoda?
- Umowa stoi.
Gorąca para spowijała ich ciała gęstym obłokiem. Z
rękami śliskimi od mydła Cecile krą\yła wokół Randa w
obszernym brodziku, masując i trąc jego skórę ze wszystkich
sił. Mydło pachniało ziołami i polnymi kwiatami. Cecile
głęboko wdychała ten zapach, czując, jak wszystkie mięśnie w
jej ciele zaczynają się rozluzniać. Wszystkie oprócz jednego, [ Pobierz całość w formacie PDF ]