[ Pobierz całość w formacie PDF ]

lekkiego w biegu; ani hrabia, ani król żaden nie ma lepszego do polowania z łukiem. Wołano go Łapaj.
Trzeba go było zamknąć w ogrodzeniu, spętanego za pomocą kłody uwieszonej u szyi; od dnia bowiem,
w którym stracił z oczu pana, odmawiał wszelkiej strawy, drapał łapami ziemię, płakał, wył. Wielu
litowało się nad nim.
- Łapaj - mówili - żadne zwierzę nie umie tak kochać jak ty; tak, Salomon mądrze to powiedział:
"Prawdziwy przyjaciel to mój chart."
I król Marek wspominając minione dni myślał w sercu: "Ten pies okazuje wiele rozumu, iż płacze za
swoim panem: jestże bowiem ktoś w całej Kornwalii, który by wart był Tristana?"
Trzej baronowie przyszli do króla:
- Panie, każ odwiązać Łapaja, dowiemy się snadnie, żali czyni taki lament z przyczyny swego pana;
inaczej ujrzysz, jak, ledwie odwiązany, z ziejącą paszczęką, z wywieszonym językiem, zacznie ścigać
ludzi i zwierzęta, aby je kąsać.
Rozwiązują go. Skacze przez wrota i pędzi do izby, gdzie niegdyś bywał Tristan. Warczy, skuczy, biega,
szuka, odnajduje wreszcie ślad pana. Przebiega krok za krokiem drogę, którą Tristan szedł w stronę
stosu. Wszyscy idą za nim. Szczeka donośnie i drapie się na skałę. Oto już jest w kaplicy, skacze na
ołtarz; nagle rzuca się przez okno, pada u stóp skały, odnajduje ślad na wybrzeżu, zatrzymuje się
chwilę w kwitnącym krzu, w którym Tristan był się zaczaił, wreszcie pomyka w stronę lasu. Nie było
człowieka, iżby nie litował się patrząc.
- Miły królu - rzekli wówczas rycerze - przestańmy iść za nim; mógłby nas zawieść w takie miejsce, z
którego niełacno byłoby wrócić.
Zostawili go i nawrócili. Znalazłszy się w gąszczu, pies zaszczekał donośnie, tak iż cały las odebrzmiał.
Z daleka Tristan, królowa i Gorwenal usłyszeli go:
- To Łapaj!
Przelękli się; ani chybi, to król ich ściga; ha, każe ich tropić, niby dzikie bestie, przez ogary!...
Zanurzają się w gąszcz. Na skraju Tristan przyklęka z napiętym łukiem. Ale skoro Łapaj ujrzał i poznał
pana, skacze ku niemu, kręci głową i ogonem; gnie krzyże, zwija się w kłębek. Kto widział kiedy
podobną radość? Następnie pobiegł ku Izoldzie Jasnowłosej, ku Gorwenalowi, koniowi nawet się
ucieszył. Tristan uczuł wielką żałość.
- Ha, przez jakieś nieszczęście odnalazł nas tutaj! Co może człowiek tropiony począć z tym psem, który
nie umie zachować się cicho? Po równinach i lasach, po całej swej ziemi król szuka nas. Łapaj zdradzi
nas szczekaniem. Ach, przez miłość to i przez szlachetność natury przyszedł szukać śmierci. Trzeba
nam się chronić wszelako. Co czynić? Radźcie!
Izold popieściła Łapaja dłonią i rzekła:
- Panie, oszczędź go! Słyszałam o leśniczym walijskim, który nauczył psa, aby bez szczekania tropił
ślady zranionych jeleni... Miły Tristanie, cóż za radość, gdyby się udało nie szczędząc mozołu przyuczyć
tak Łapaja! Zadumał się chwilę, gdy pies lizał ręce Izoldy. Tristan uczuł litość i rzekł:
- Spróbuję; zbyt ciężko mi go zabijać.
Niebawem Tristan wybrał się na łowy, poszczuł daniela, sięgnął go strzałą. Pies chce pomykać śladami
daniela i szczeka tak głośno, że cały las rozbrzmiewa. Tristan uderzeniami zmusza go do milczenia.
Łapaj podnosi głowę ku panu; dziwi się, nie śmie już szczekać, opuszcza ślad. Tristan bierze go do
nogi, następnie uderza się po cholewie gałązką kasztana, jak czynią myśliwcy, aby pobudzić psy. Na [ Pobierz całość w formacie PDF ]