[ Pobierz całość w formacie PDF ]

miejsce tuż obok, gdy zwycięzcę ogląda się nie w telewizji, ale patrzy mu się
140
w oczy. By było to łatwiejsze, potrzebny jest codzienny trening. Nie wbijanie
dzieciom do głowy, że liczy się tylko wygrana, że zwycięzca bierze wszystko, ale
metodyczne podkreślanie, że zwycięstwo wymaga wielkiej determinacji i wielkiej
pracy.
%7łe wielką wartością jest i wygrana, i pragnienie wygranej, i podjęcie wysiłku,
by wygrać, bo nawet jak się nie wygra, to osiągnie się coś, czego bez owej deter-
minacji osiągnąć by się nie udało. Reakcja na sukces Adama Małysza pokazuje,
jak wielki jest u nas głód sukcesu. Ale nie może go ciągle zaspakajać dwóch ludzi.
Dobre samopoczucie prawie czterdziestomilionowego narodu nie może się opie-
rać na słabym zdrowiu Papieża i dwóch nogach jednego skoczka narciarskiego.
Potrzeba tych sukcesów więcej. Sukcesów indywidualnych i wielkiego sukcesu
nas wszystkich. Szkoda, że komuniści zmarnowali niektóre dobre hasła, bo na-
prawdę chciałoby się powiedzieć:  Polak potrafi .
TYLKO NARZEKA?
Pewnie, że potrafi wygrywać, choć w istocie  by wygrywać, trochę zbyt
wiele czasu poświęca na narzekanie. Jesteśmy w Polsce, owszem, w złym nastro-
ju. Ale czasem można odnieść wrażenie, jakby w naszym przypadku zły nastrój
nie był funkcją wydarzeń dnia, ale funkcją samego faktu istnienia. Ostatnio, ja-
dąc we Włoszech tramwajem, zobaczyłem ciekawą scenę. Wypełniony po brzegi,
w większości starszymi ludzmi, tramwaj nagle zahamował. Ludzie zaczęli na sie-
bie wpadać i deptać sobie po nogach. I tu zdarzyło się coś niezwykłego. Nikt ni-
komu nie skoczył do oczu, nikt nikogo nie przeklął, nikt nie rzucił nienawistnego
spojrzenia. Zamiast tego starsi panowie i starsze panie zaczęli się śmiać i żarto-
wać, jakby to było, gdyby tak na siebie powpadali czterdzieści lat temu. Wszystko
zdarzyło się z samego rana i coś, co w Polsce wielu ludziom zmarnowałoby pora-
nek, albo i cały dzień, tam było zródłem pozytywnej energii. Powie ktoś  jakby
ci włoscy emeryci mieli nasze emerytury i na siebie powpadali, to szczekaliby
na siebie tak jak my na siebie. Nie sądzę. Może uśmiechów byłoby mniej, ale
tylko trochę mniej. Bo uśmiech i optymizm to kwestia pewnego stanu umysłu.
W Ameryce, gdzie mieszkaliśmy w potężnym apartamentowcu, zawsze, wcho-
dząc do windy z córką, słyszeliśmy zachwyty nad naszym wspaniałym dziec-
kiem. Nic nadzwyczajnego. Taką samą porcję zachwytów na temat swoich dzieci
i wnuków słyszeli wszyscy mieszkający w apartamentowcu i przemieszczający
się w nim z dziećmi i wnukami rodzice i dziadkowie. To się nazywa przekazy-
wanie pozytywnych emocji.  Dzień dobry w windzie? Standard.  Dzień dobry
do kogoś, kogo mija się na chodniku w czasie porannego biegania? Standard. Ba-
nał, to zdawkowe, nic nie znaczące, pozbawione głębi gesty? Niewiele znaczące,
zgoda. Ale wcale nie pozbawione głębi. Jeśli nawykiem jest okazywanie sympatii
141
bliznim, oni odpowiadają tym samym. Wszyscy wzajemnie, jak w systemie na-
czyń połączonych, przekazują sobie dobrą energię. U nas na górskich szlakach
 dzień dobry mówione mijanemu piechurowi jest niemal normą. I nie powie mi
nikt, kto na tych szlakach mówi i słyszy  dzień dobry , że mu od tego dzieńdo-
browania nie jest milej. Gdy patrzymy na siebie wilkiem, przekazujemy sobie złą
energię. To psuje nam nastrój. A zły nastrój jest toksyczny. Naukowcy uważają,
że pogarsza on stan zdrowia. Nastrój totalnie i permanentnie zły pogarsza stan
zdrowia bardzo.  Dzień dobry na dzień dobry jako program na dzień dobry nie
jest chyba nie do zrealizowania. Bardzo by nam to pomogło.
Okazywanie ludziom życzliwości poprawi nasze własne samopoczucie i spra-
wi, że będzie w nas więcej optymizmu. Mniej przy okazji będziemy narzekać.
A tu naprawdę jesteśmy niezli. Profesor Bogdan Wojciszek, psycholog, twierdzi,
że narzekamy zdecydowanie częściej niż inne narody. Więcej  że narzekanie
jest normalnym sposobem komunikowania się Polaków. Nasza kultura jest, we-
dług niego, kulturą narzekania. W kulturze narzekania nie wypada się przyznać,
że wszystko, albo chociaż trochę, się udało. To jest niezgodne z normą. Mówimy
więc, że jest zle, gorzej, fatalnie i w ogóle wszystko schodzi na psy. Mówimy
tak niemal zawsze, bardzo często więc, co pokazują statystyki, zafałszowujemy
rzeczywistość, przedstawiając ją w dużo ciemniejszych barwach, niż jest w isto-
cie. A ponieważ narzekają wszyscy, a optymizm jest niezgodny z normą, niewielu
znajduje w sobie odwagę, by powiedzieć głośno, że wszystko jest jak trzeba. Ta-
ki, co odnosi sukcesy, jest przecież podejrzany. Profesor Wojciszek uważa, że to
nasze nieustające narzekanie jest dzieckiem kultury chłopskiej. Chłop zawsze na-
rzekał na złą dolę. W chłopskiej historii w istocie była cała masa cierpień. Problem
w tym, że niedola często zamieniała się w dolę, ale jak narzekano, tak się dalej
narzekało.
Nikt nie twierdzi, że nie ma w Polsce cierpienia, nieszczęść, niezasłużonych
klęsk i niesprawiedliwych porażek. Jest ich wiele. Nikt nie mówi, że wszystkim
jest świetnie. Nie jest, choć generalnie jest nam lepiej, niż było kiedyś. Jest u nas
cierpienie, nieszczęście, zło i desperacja. Uważam tylko, że byłoby tego o wiele
więcej, gdybyśmy się fatalnemu nastrojowi poddali.
Musimy zbudować w Polsce kulturę optymizmu. Musimy wzmocnić albo
stworzyć nawyk pozytywnej reakcji na świat. Nie idzie o mechaniczne, impor-
towane z Ameryki fine, great, dobrze, świetnie, na każde pytanie o to, jak leci.
Idzie raczej o eliminację odpowiedzi  szkoda gadać niezależnie od tego, czy jest
powód do radości, czy do narzekań. %7łe z tym naszym marudzeniem jest coś nie
tak, sami doskonale wiemy. Nie jest przecież przypadkiem, że gdy spotykamy ob-
cokrajowców, uśmiech najczęściej nie znika nam z ust: jesteśmy mili, życzliwi
i pomocni. Czyli wiemy, że naburmuszenie nie jest standardem wartym pielęgna-
cji. Jeśli traktujemy obcych lepiej niż siebie, to jest to najlepszy dowód naszych
kompleksów. Robimy tak, bo wiemy, że coś jest z nami nie tak, i chcemy to ukryć.
142
A ludzie przyjeżdżający z zagranicy mówią potem:  Dziwne, na ulicach pełno
szarych, smutnych ludzi ze spuszczonymi głowami, a jak nie ze spuszczonymi,
to ze smutnym wzrokiem. A gdy się z nimi złapie kontakt, okazują się całkiem
sympatyczni i ciepli . Czyli potrafimy. Ale dla innych. Kolejny postulat: zróbmy
dla siebie to, co jesteśmy w stanie zrobić dla innych.
POTRZEBA WYSOKIEJ SAMOOCENY
Wybitny amerykański specjalista zajmujący się wpływem samooceny na ży-
cie człowieka Nathaniel Branden w jednej ze swoich książek opisuje pewne wy-
darzenie na konferencji poświęconej samoocenie, która w 1990 roku odbyła się
w Norwegii. W zdumienie wprawił swych kolegów radziecki naukowiec, gdy [ Pobierz całość w formacie PDF ]