[ Pobierz całość w formacie PDF ]

nie dokuczał; powietrze wyraznie się ochłodziło. Co za rozkosz siedzieć na pokładzie,
nic nie robić. Gdyby była teraz w Londynie, harowałaby w jakiejś nagrzanej kuchni.
Może po spotkaniu z babką postara się znalezć inną pracę, na przykład w prywatnym
klubie albo właśnie na statku. No, ale to jeszcze odległa przyszłość.
Stefano zebrał ze stołu naczynia. Członkowie załogi kolejno się oddalali, jedni do
swoich obowiązków, inni do kabin. Wkrótce niebo przybrało odcień granatu. Stojąc przy
relingu, Sara wpatrywała się w wodę.
Morze było spokojne; w gładkiej ciemnej tafli odbijały się gwiazdy. Potem wy-
szedł księżyc i na wodzie pojawiła się delikatna żółta smuga.
Nikos obserwował Sarę z mostka. Tkwiła bez ruchu, spoglądając w morze. Zasta-
nawiał się, o czym myśli.
- Wszystko w porządku? - spytał kapitan, podnosząc wzrok znad mapy.
- W jak najlepszym - odparł Nikos, nie spuszczając oczu z Sary.
Miał ochotę do niej zejść, pogadać, ale dzisiejszy pocałunek uzmysłowił mu, jak
grozne może być jej towarzystwo. Gdyby wtedy, w wodzie, zdołał się opanować, o ileż
wszystko byłoby prostsze.
A teraz... teraz musi zachować dystans, by Sara nie pomyślała, że mu na niej zale-
ży.
I dlatego nie zszedł na rufę, choć bardzo go korciło.
- Płyniemy jutro w stronę Mazure?
Nikos zmarszczył czoło.
- Nie. Skracamy rejs i wracamy do domu. Jutro wyjaśnię wszystko moim gościom.
Po chwili opuścił mostek. Im szybciej odstawi pasażerów na brzeg, tym szybciej
popłynie na rodzinną wyspę. W ramach rekompensaty za skrócony rejs zaoferuje im naj-
R
L
T
lepszy apartament w Windsong. Wciąż nie oświadczył się Ginie i po dzisiejszym dniu
nie był przekonany, czy na pewno chce się żenić. Jeszcze się wstrzyma z decyzją.
Parę minut pózniej krążył po swojej kabinie. A co z Sarą? Nic. Wkrótce o niej za-
pomni. On się zajmie swoimi sprawami, ona swoimi. Nie będą sobie wchodzić w drogę.
- Psiakrew! - Walnął pięścią w biurko.
Sara jest śliczna, utalentowana, zadowolona z życia. Nie próbowała z nim flirtować
ani mu się narzucać. To on ją pocałował, to on...
Usiadł w fotelu i wbił wzrok w ciemne okno.
Może nie jest stworzony do małżeństwa? W przeciwieństwie do swojego ojca i
dziadka.
Sara... intrygowała go. Będzie mu brakowało jej humoru, entuzjazmu.
Nagle zaświtał mu w głowie pewien pomysł. Przecież może zabrać ją na wyspę
Konstantinosów. Pobyt na jachcie sprawiał jej przyjemność. Lubiła pływać, nurkować,
patrzeć na rozgwieżdżone nocne niebo.
Czy taką samą przyjemność czerpałaby z chodzenia na oficjalne przyjęcia, ze spo-
tkań z ludzmi, którzy odgrywają ważną rolę w życiu Grecji? Z noszenia sukni od zna-
nych projektantów i kosztownej biżuterii? Kobieta, z którą on, Nikos, się zwiąże, musi
czuć się swobodnie w świecie socjety i biznesu.
On potrafił się w nim poruszać. Czasem jednak tęsknił za ciszą i spokojem, za ta-
kim życiem, jakie wiedli Spiros z Eleani. Byli szczęśliwi na swojej małej wysepce, nie-
kiedy podróżowali, często zapraszali gości, ale częściej przebywali sami. Nie brakowało
im wielkomiejskich uciech.
Tak, pobyt na wysepce dobrze mu zrobi. Skorzysta z zaproszenia dziadka. I zabie-
rze Sarę.
Nazajutrz wstał bladym świtem. Ignorując komputer i pracę, która na niego czeka-
ła, włożył kąpielówki i chwycił ręcznik. Dziesięć minut pózniej stał na rufie, patrząc na
morze. Miał całą noc na to, aby wszystko przemyśleć.
- Dzień dobry - usłyszał za plecami.
Wypuścił powietrze. Nawet nie zdawał sobie sprawy, że wstrzymuje oddech.
R
L
T
Sara położyła ręcznik na leżaku. Włosy miała związane w koński ogon. Odniósł
wrażenie, że unika jego wzroku. Nie szkodzi. Wyszła popływać. To dobry znak.
- Dzień dobry - odpowiedział. - Liczyłem na to, że się pojawisz.
- Naprawdę?
- Tak. Widać, że lubisz kąpiel w morzu. A skoro nadarza się okazja, dlaczego z niej
nie skorzystać?
Zdziwiło go, że nie może przestać o niej myśleć.
- No właśnie.
Chciał, żeby się uśmiechnęła. Wtedy oczy jej lśniły.
Ale na jej twarzy malował się wyraz powagi.
Odsunął na bok ruchomy fragment relingu i zapraszającym gestem wskazał schod-
ki. Sara zeszła i bez słowa skoczyła do wody. Skoczył za nią. Płynęła niespiesznie. Nie
wydawała się zła ani przygnębiona. Po prostu zachowywała dystans.
Zza horyzontu wyłoniło się słońce. Powietrze było rześkie.
- Zawsze jest tu tak pięknie? - spytała, rozglądając się wkoło.
- Zawsze.
Potrząsając głową, błysnęła zębami w uśmiechu.
- No a burze, sztormy? Czy jedna ze sztuk Szekspira nie dzieje się podczas potęż-
nej burzy na Morzu Zródziemnym?
- Ale my jesteśmy na Egejskim, a tu zawsze panują idealne warunki. - Zastanawiał
się, co zrobić, aby uśmiech pozostał na jej twarzy.
- Nigdy nie pada?
Wzruszył ramionami.
- Nawet gdy walą pioruny, jest tu pięknie.
Popatrzyła niepewnie na niebo. Gwałtowne sztormy - przekleństwo żeglarzy - zda-
rzają się na każdym morzu.
- Dziś deszcz nam nie grozi - zapewnił ją Nikos. [ Pobierz całość w formacie PDF ]