[ Pobierz całość w formacie PDF ]

nym związ ku? Do pil nu ję, że byś nie stra ci ła ko rzy ści fi nan so wych ani urlo pu.
Po zor nie to roz sąd ne roz wią za nie. Nie znaj do wa ła wia ry god ne go kontr ar gu men -
tu. Ja kie ma zna cze nie dla urzęd nicz ki niż sze go szcze bla, któ ra fir ma ją za trud nia?
Na szczę ście sa mo chód za trzy mał się za ro giem, co dało jej chwi lę wy tchnie nia.
 Gdzie je ste śmy?  spy ta ła i za czę ła osten ta cyj nie wy glą dać przez okno.
 Przed pen tho use em.  Się gnął do klam ki.  Mo że my tu spo koj nie po roz ma wiać.
 Two im?
 A ko góż by in ne go? Nie mo że my po ka zać się ra zem pu blicz nie. Ro zu miem to.
Mu szę przy znać, że się za sta na wia łem, dla cze go tak lu bisz moją pod miej ską po sia -
dłość. Słusz ny ruch z two jej stro ny.  Ujął jej dło nie i utkwił w niej wzrok. Spoj rze -
nie jego po ciem nia łych oczu było szcze re, zaś mięk ki tembr gło su dzia łał ko ją co. 
Nie za mie rzam cię do ni cze go zmu szać, Dar ci. Tu nie cho dzi o sam seks. Ale albo
się po ro zu mie my, albo ro zej dzie my. A ja nie po tra fię od cie bie odejść&
 Nie po wi nie neś być taki&
 Jaki?
 No nie wiem& Taki wraż li wy.
 Nie je stem wraż li wy. Czy ta łaś książ kę.
 Nie je steś taki jak w książ ce.
 Mogę cię za cy to wać?
 Oczy wi ście.  Sze re go wa pra cow ni ca Col born Ae ro spa ce bro ni opi nii pre ze sa. 
Są dzę, że to ci się przy da.
W jego oczach bły snę ło roz ba wie nie.
 Chodz my na górę i po roz ma wiaj my.
Wy da wa ło się, że nie ma wy bo ru. Sta ra ła się zna lezć ja kiś po zy tyw w za ist nia łej
sy tu acji. Może dzię ki temu zbie rze wię cej in for ma cji? Kto wie, może w jego apar ta -
men cie znaj dzie ja kieś nowe wska zów ki?
Por tier wpu ścił ich do ele ganc kie go holu, Sha ne wło żył kar tę do czyt ni ka win dy.
Prze je cha li trzy dzie ści dwa pię tra, po tem prze szli przez pry wat ne foy er.
W apar ta men cie Dar ci ro zej rza ła się po roz le głym sa lo nie z dwie ma szkla ny mi
ścia na mi z wi do kiem na je zio ro. Skó rza ne kre mo we sofy kon tra sto wa ły z parą czar -
nych fo te li. Sto li ki mia ły bla ty ze szkła, a je dy ny mi ak cen ta mi w mi ni ma li stycz nej
prze strze ni były pro ste, ale dro gie lam py i dzie ła sztu ki z su ro wej ce ra mi ki.
 Aad ny wi dok  po wie dzia ła, gdy jej sto py za pa dły się w mięk kim dy wa nie. Coś
przy cią ga ło ją do okien.
 Wi dok jest tu wspa nia ły, zwłasz cza w nocy  za uwa żył.  Kie dy jest mgła, nie jest
tak fan ta stycz ny.
 Je stem pew na, że cier pisz pod czas złej po go dy.
 Drwisz ze mnie?  Pod szedł do niej z tyłu.
 Ow szem.
 No tak, nie mogę się uskar żać. O każ dej po rze dnia wi dok jest fan ta stycz ny. 
Jego głos zła god niał.  Bar dzo chciał bym, że byś po dzi wia ła tu wschód słoń ca.
Na tych miast po win na zna lezć ja kąś ką śli wą ri po stę. Ale nic nie przy cho dzi ło jej
do gło wy.
 Prze pra szam. Nie po wi nie nem tego mó wić.
Nic ją to te raz nie ob cho dzi ło. Na chwi lę ule gła wła snej sła bo ści. Chcia ła od wró -
cić się, paść mu w ra mio na, żar li wie go po ca ło wać i dać się po nieść na mięt no ści. Po -
czu ła jego dło nie na ra mio nach. Choć do tyk był lek ki, ogar nę ło ją po żą da nie. Sha ne
po gła skał ją po wło sach, po tem po ca ło wał w szy ję raz i dru gi.
 Skła ma łem  mruk nął.  Wca le nie jest mi przy kro. Je steś taka pięk na.
Przy mknę ła oczy i opar ła się o nie go; czu ła bi ją cą od nie go siłę, któ ra do da wa ła
jej otu chy. Skoń czył się jej opór i ty sią ce na mięt nych pra gnień za wład nę ło wy obraz -
nią. Po ca łun ki Sha ne a sta wa ły się go ręt sze, po zo sta wia ły cie pły wil got ny ślad na jej
skó rze. Prze chy li ła gło wę na bok, pod da jąc się piesz czo cie. Zsu nął jej ble zer, a po -
tem sta nął przed nią i ujął jej twarz w dło nie.
 Tę sk ni łem za tobą  wy szep tał.
 Bę dzie my tego ża ło wać  rze kła gło śno.
 Może pew ne go dnia. Ale przed nami dużo cza su.
Za wład nął jej usta mi. Był za chłan ny, ale nie sta wia ła opo ru, nie za mie rza ła go po -
wstrzy my wać ani py tać o co kol wiek. Od wza jem ni ła po ca łu nek, roz chy li ła war gi, do -
tknę li się ję zy ka mi. Za to pił rękę w jej wło sach, a dru gą ob jął ją w pa sie i przy cią -
gnął do sie bie.
Wte dy za dzwię czał jego te le fon. Pod sko czy ła.
 Nie przej muj się  wy szep tał.
 Może to&
 Nic waż ne go.  Zdjął ma ry nar kę i rzu cił ją wraz z te le fo nem na krze sło.  Nic
nie jest waż niej sze od cie bie.
Prze su nę ła dłoń mi po jego pier si. Po gła dził jej wło sy i znów ujął jej twarz w dło -
nie.
 Dar ci, Dar ci  szep tał bez tchu.
 Sha ne&
 Chcesz za pro te sto wać?
 Nie.
 Dzię ki Bogu.  Spo dzie wa ła się po ca łun ku, ale on za miast tego spoj rzał jej
w oczy.
 O co cho dzi?  spy ta ła.
 Na pa wam się chwi lą.
 Ry zy ku jesz, że za cznę mieć skru pu ły.
 Nie bę dziesz ich mieć.  Roz piął gu zik jej bluz ki.
 Co za ego!
Roz piął na stęp ny gu zik.
 Po wzię łaś już de cy zję. Kie dy cię do ty kam, pro mie nie jesz. Two je oczy lśnią jak
szma rag dy. Na po licz kach po ja wia się ru mie niec, a na cie le cu dow na gę sia skór ka. [ Pobierz całość w formacie PDF ]