[ Pobierz całość w formacie PDF ]

stronę budynku.
- Witam, jak się macie?
To była Molly Harper, spotkana pierwszego dnia porzucona przez
zapracowanego męża żona. Sara skinęła na powitanie głową i mocno
zaczerwieniła się, widząc jej spojrzenie wyraznie skierowane na ich
splecione dłonie.
- Brawo! A mój Bill znowu utknął. Ale obiecał, że czwartego dnia
skończy. Dobrze wyglądacie razem. - Machając wesoło na pożegnanie,
Molly odeszła w stronę plaży z książką pod pachą i ręcznikiem
przerzuconym przez ramię.
Sara spojrzała na Aleca, spodziewając się jakiejś niesympatycznej
reakcji, ale ku swojemu zaskoczeniu w jego oczach dostrzegła
rozbawienie.
- Powinnam wyprowadzić ją z błędu już pierwszego dnia -
powiedziała, uśmiechając się krzywo.
- Moim zdaniem po prostu pomyślała, że coś się między nami dzieje.
- To mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę mój stan.
- O czym ty mówisz?
- Popatrz na mnie! - Odwróciła się, żeby stanąć do niego przodem.
- Patrzę na ciebie. Patrzyłbym dużo dłużej, ale chyba nie wypada.
52
RS
Sara zamrugała oczami. Czyżby to był komplement? Nie, chyba jej
się wydawało. Alec nie miał zwyczaju prawić komplementów.
Dwie minuty pózniej rozmawiał z recepcjonistką, od której odebrał
kopertę. No tak, następna porcja pracy. Przynajmniej nie będzie się
martwić, że coś ją ominie podczas drzemki.
Obudziła się póznym popołudniem. Czuła się miło zrelaksowana, ale
wciąż zmęczona. Ten spacer okazał się trochę ponad jej siły. Całe
szczęście, że można było wrócić samochodem. Zaczęła nasłuchiwać.
Cisza. Czy to znaczy, że Alec nie rozmawia przez telefon?
Parę minut pózniej jej domysły potwierdziły się. Alec spał na sofie
wśród sterty papierów. Sara odnalazła i wyłączyła jego telefon; Alec
potrzebował odpoczynku, a nie kolejnych problemów. Czy naprawdę
uważał, że sądownictwo całego Bostonu legnie w gruzach, jeśli nie będzie
pracował pełną parą? Przecież mają tam z tuzin zastępców prokuratora
okręgowego, którzy mogą przejąć część jego obowiązków. Odłożyła
telefon na stolik i wyszła na werandę. Pan Simpson był już prawie na
schodach.
- Dzień dobry. Chciałem zaprosić państwa na kolację. Proszę przyjść
jutro koło siódmej.
- A więc złowił pan dużo ryb?
- Same dosłownie wskakiwały do łódki. Zakładając, że jutro też coś
złowię, starczy dla nas i jeszcze dla tych nowożeńców, jeśli tylko uda nam
się oderwać ich od siebie, choćby na czas posiłku. - Zasalutował jej z
uśmiechem i odszedł w stronę domku Martinów.
Sara odprowadziła go wzrokiem. Miała ochotę iść na tę kolację, ale
nie wiedziała, czy Alec zechce jej towarzyszyć. Nie mogła zapomnieć, co
53
RS
się stało, kiedy ostatni raz poprosiła, by poszedł z nią na proszoną kolację.
Była to doroczna impreza sponsorowana przez jej firmę. Dyrektor
oficjalnie złożył jej wyrazy uznania za znaczący wkład w prace przy
projekcie Crenshawa. Aleca niestety przy tym nie było. Nawał niezwykle
pilnych prac zatrzymał go w biurze.
To było ostatnią kroplą, która przelała czarę goryczy. Następnego
dnia rano Sara spakowała się i wyprowadziła bez pożegnania.
54
RS
ROZDZIAA PITY
- Zdawało mi się, że z kimś rozmawiałaś - usłyszała za sobą Aleca.
Spojrzała przez ramię.
- Był tu pan Simpson z zaproszeniem na kolację. Znów zaskoczył ją
skurcz serca. Wyglądało na to,że zdarza jej się to za każdym razem, kiedy
go widzi. Odetchnęła głęboko, próbując odzyskać spokój.
- I to cię wytrąciło z równowagi? - spytał, przyglądając się jej
badawczo.
- Nie. - Poczuła, jak się czerwieni. Nie umiała udawać. Nie chciała
też wracać do sprawy tej nieszczęsnej kolacji sprzed pół roku. Nie ma
sensu roztrząsać błędów z przeszłości. - Nie wiedziałam, czy mogę przyjąć
zaproszenie w twoim imieniu. Trochę mnie zaskoczył. Zanim zdążyłam
się zastanowić, poszedł zaprosić tych nowożeńców.
- Lubię ryby. Ale wspominałaś już raz o tych nowożeńcach. Kim oni
są?
- James i Hilary Martinowie. Pobrali się, niech no policzę, osiem
albo dziewięć dni temu. Gdybyś ich spytał, podaliby ci czas trwania
związku z dokładnością co do minuty. Są w sobie zakochani do
szaleństwa.
- Hmm - mruknął Alec, opierając się o poręcz werandy. - To nie
potrwa długo.
Uśmiech zniknął z twarzy Sary.
- Tak uważasz?
- Poczekaj tylko, jak przygniecie ich proza życia.
55
RS
- Alec spojrzał na nią z ukosa.
- Fakt, że nasza miłość nie okazała się długowieczna, nie znaczy, że
inni nie mogą czegoś takiego doświadczyć - powiedziała Sara. - Poczekaj,
aż zobaczysz Simpsonów. Dobiegają osiemdziesiątki, a pobrali się ponad
pięćdziesiąt lat temu. Otaczająca ich miłość jest prawie namacalna. Fakt,
że nam się nie udało, nie znaczy, że prawdziwa miłość nie istnieje. Popatrz
też na Wyatta i Elizabeth - to oczywiste, że inni ludzie coś takiego
przeżywają.
- Ale nie my?
- Nie mogę mówić za ciebie, Alec, ale ja nie straciłam nadziei, że
kiedyś znajdę prawdziwą, głęboką miłość. Okazało się, że to nie ty, ale to
nie powód, żeby rezygnować i godzić się na samotność do końca życia.
- Odważne słowa, chociaż nie była do końca przekonana, czy [ Pobierz całość w formacie PDF ]