[ Pobierz całość w formacie PDF ]

- Nie ma mowy.
- Po co ona to robi? Przecież wie, że świetnie gotujesz - zdziwił
się Ty.
- Właśnie dlatego.
Pani Douglas chciała sobie udowodnić, że Tina nie istnieje. W
poniedziałek znów przyszła do biura. Z uniesioną głową minęła
biurko znienawidzonej dziewczyny i weszła do gabinetu syna. Może
miała nadzieję, że ignorując Tinę, sprawi, że ta rozpłynie się w
powietrzu. Nie wiadomo, co było gorsze, jej wrogość czy milczenie.
99
RS
Odkąd Tina zajęła się prowadzeniem biura Tylera, zrozumiała,
dlaczego jego matka tak gorliwie broni syna. Był właścicielem niemal
połowy domów, biurowców i magazynów w Chapel. Siedziba jego
firmy znajdowała się w sąsiednim mieście. Jezdził tam na kilka
godzin dwa lub trzy razy w tygodniu. Jednak zdecydowanie bardziej
lubił przebywać w biurze w Chapel. Nie afiszował się ze swoim
bogactwem i pozbawione luksusów pomieszczenie bardziej mu
odpowiadało.
- Wyrzuć to - powiedział Ty, znów nakłuwając widelcem zieloną
skorupę.
Kolejne danie mamusi wyląduje w śmietniku. Tina próbowała
nie okazywać, jak bardzo ją to cieszy. Być może matka Tylera była
wyrafinowaną i wykształconą kobietą, ale na pewno nie umiała
gotować. Tina odwróciła półmisek do góry dnem i spróbowała
strząsnąć jego zawartość do zlewu, jednak jedzenie nie chciało się
odkleić.
- Nie chce umrzeć - skomentował Ty, wbijając widelec w wielu
miejscach. - Spróbuj teraz.
Tina potrząsnęła naczyniem kilka razy i zielona masa wpadła do
zlewu. Ty pokroił ją na kawałki i wyrzucił do kosza.
- To śmieszne - prychnął. - Zadzwonię do niej i powiem, że mam
tego dość.
- Nie rób tego.
Choć Tina nie lubiła pani Douglas, wiedziała, jak bardzo kocha
syna. Nie zasługiwała na upokorzenia tylko dlatego, że się
przejmowała jego losem.
100
RS
- Pewnie jest zazdrosna - tłumaczyła Tina. - Troszczy się o
ciebie, a ja weszłam na jej terytorium. Jeśli powiesz, żeby przestała
gotować, będzie załamana.
Ty pogładził ją po policzku.
- Jesteś niesamowita - powiedział. - Matka nieustannie cię
upokarza, a ty jej bronisz. Nie rozumiem, dlaczego ona nie widzi tego
co ja.
Słowa Tylera poruszyły ją tak bardzo, że z trudem powstrzymała
łzy. Nie miała wątpliwości, że jest w nim po uszy zakochana. Ta myśl
była przerażająca, a zarazem wspaniała. Niestety nawet jeśli Ty
odwzajemniał jej miłość, na drodze stała jego matka. Tina nie chciała
zburzyć harmonii w rodzinie Douglasów. Zbyt dobrze wiedziała, co
oznacza jej brak.
Ty pochylił się i pocałował ją. Jej ciało natychmiast
odpowiedziało na jego pieszczoty. Odepchnęła wszystkie niemiłe
myśli i zaczęli się całować.
Dotąd wieczorami Ty prowadził ją do sypialni i rozbierał,
pozostawiając na niej tylko kuse majteczki. Tego kroku nie był
jeszcze w stanie zrobić. Aż do wczorajszej nocy. Wtedy to zdjął z niej
całą bieliznę i długo na nią patrzył. Potem rozchylił jej nogi, pochylił
się i zaczął ją pieścić ustami. To było takie nieoczekiwane i
bezwstydne, że Tina zaczęła cała drżeć. Ty wziął ją za rękę i dotknął
nią swoich spodni. Przez gruby materiał dżinsów poczuła jego
podniecenie. Miała ochotę zobaczyć go nagiego, dotknąć i
posmakować. Jednak po kilku minutach chwycił jej dłoń.
- Jeszcze nie teraz.
101
RS
Była rozczarowana, lecz nie okazała tego. Tyler całował ją coraz
mocniej, przyciągając ją ku sobie i obejmując jej nagie pośladki.
Czuła, jak jego ciało coraz bardziej napiera na jej brzuch. Z każdą
chwilą stawał się odważniejszy, jakby jej dotyk dodawał mu siły. To
było wczoraj.
- Mamy czas na szybki numerek? - spytał nagle. Szybki
numerek? To nie w jego stylu. Pieszczoty Tylera nigdy nie były
szybkie. Lubił przedłużać przyjemność, doprowadzając Tinę do
szaleństwa.
Spojrzała na zegar wiszący nad kuchenną szafką.
- Za piętnaście minut zaczyna się mecz - przypomniała.
Wypuścił ją z objęć.
- Emily dzwoniła dziesięć razy, żeby się upewnić, czy będziemy.
Nie mogę jej zawieść.
- Będzie miło. Mamy przed sobą całą noc - pocieszyła go Tina.
- Całą noc? - powtórzył i spojrzał na nią zniewalającym
wzrokiem, dając do zrozumienia, że trzyma ją za słowo.
Tina wiedziała o sporcie jeszcze mniej niż o nieruchomościach,
ale zauważyła, że mieszkańcy Chapel byli zagorzałymi kibicami.
Aawki na stadionie szybko wypełniły się ludzmi. Ty powiedział, że
jeśli ich drużyna wygra, awansuje w rozgrywkach ligowych. Patrząc
na rozgorączkowanych kibiców, Tina uznała, że to musi być ważna
sprawa. Gdy drużyna gospodarzy zyskała cztery punkty przewagi,
tłum oszalał. Tina siedziała ściśnięta w pierwszym rzędzie pomiędzy
Tylerem i Emily. Próbowała zrozumieć, co się dzieje na murawie, ale
102
RS
było to zbyt skomplikowane. Ty wstawał i krzyczał, a Emily głośno
zagrzewała do boju zawodników, każdego wymieniając z imienia.
- Matt jest trenerem dopiero od roku - wyjaśniła Tinie - ale
chłopcy go uwielbiają.
Tina nie poznała jeszcze narzeczonego Emily, ale dowiedziała
się, że kiedyś zawodowo grał w lidze i zanim się przeprowadził do
Chapel, prowadził restaurację. Widać było, że Emily jest w nim
zakochana po uszy.
Nagle coś się stało na boisku. Ty i Emily zaczęli się ściskać. Ty
obejmował Tinę ramieniem. Na nogach mieli koc, który chronił ich
przed chłodem. Zdawało się, że Ty zna tu wszystkich. Przywitali się z
wieloma ludzmi, ale nikt nie obdarzył Tiny pogardliwym spojrzeniem,
jakim obrzucała ją matka Tylera. Niektórzy byli nawet bardzo
wylewni.
- A więc to ty jesteś Tina? - mówili. - Witamy w Chapel.
Spotkała też pracowników biura, a także sąsiadów Tylera ze
sklepu warzywnego. Wszyscy byli bardzo mili. Machali do niej i
uśmiechali się życzliwie. Kilka osób zatrzymało się na krótką
pogawędkę. Każdy chciał jej przekazać coś ważnego na temat miasta,
na przykład, że w Chapel znajdowała się najstarsza kaplica w stanie
Michigan.
Minął miesiąc od jej przyjazdu i Tina zaczynała się tu czuć jak w
domu. Nie była pewna, czy powinna się cieszyć. Z jednej strony
marzyła, by zostać, z drugiej zaś wiedziała, że romans z Tylerem
szybko się skończy. Jeśli zostanie w Chapel, będzie musiała go
103
RS
codziennie widywać, wiedząc, że nigdy nie będą razem. To byłoby nie
do wytrzymania.
- Wszystko w porządku? - spytał Ty. - Dziwnie wyglądasz.
- Jest wspaniale. - Uśmiechnęła się z wysiłkiem.
- Nuży cię gra?
- Skąd! To bardzo ciekawe.
Pochylił się i pocałował ją czule. Miał lodowaty nos.
- Nie jest ci zimno? - spytał, pocierając jej ramię.
- Nie, ale chyba pójdę sobie kupić gorącą czekoladę. Tobie też
przynieść?
- Tak, proszę.
- Emily, chcesz kubek czekolady? - Odwróciła się do siostry
Tylera.
- Nie, dzięki - rzuciła Emily, nie odrywając wzroku od boiska. [ Pobierz całość w formacie PDF ]