[ Pobierz całość w formacie PDF ]

rozdarta, kiedy poprzednim razem widziała spór
Wehuttiego i Nielda.
Wysłał więc tylko sygnał alarmowy oraz współrzędne do
swojego oddziału. Miał nadzieję, że przybędzie szybko i
nie będzie musiał sam stanąć twarzą w twarz z Nieldem.
Wiedział, że jego widok nie uspokoi chłopaka. Ale i tak
musiał spróbować.
Porwał swoje wibroostrze i ruszył na powierzchnię.
Na ulicy Chwały spełniły się jego najgorsze oczekiwania.
Pośrodku placu znajdowała się duża, kamienna,
wyschnięta fontanna. Nield i jego ludzie stali na krańcu
placu. W rękach trzymali przezroczyste tarcze, miotacze i
wibroostrze. Wehutti stanął ze Starszymi po przeciwnej
87
stronie. Wszyscy mieli plastoidowe zbroje i byli uzbrojeni.
Zagrodzili wejście do Gmachu Pamięci. Obie grupy
dzieliła tylko fontanna. Każda iskra mogła spowodować
wybuch walki.
Obi-Wan pospieszył do nich.
- W imieniu rządu Melidy/Daan nakazuję wam rzu-
cić broń! - krzyknął w biegu. Zobaczył członków swoje-
go oddziału wbiegających na plac z miotaczami goto-
wymi do strzału. Dał im znak, żeby się zatrzymali. Gdy-
by oni otworzyli ogień, to samo zrobiliby Starsi i po-
plecznicy Nielda.
- Nie reprezentujesz rządu Melidy/Daan! - odkrzyk-
nął Nield.
Oddział Bezpieczeństwa zebrał się wokół swojego
przywódcy. Patrzyli to na jednego chłopaka, to na
drugiego, z wyrazem niepewności na twarzach. Nield
dał niektórym z nich do myślenia, gdy nazwał Obi-
Wana wyrzutkiem. Nawet Deila zdawała się mieć wąt-
pliwości.
Nie zwracając uwagi na ich wahanie, Kenobi szybko
wydał rozkaz, by połowa oddziału otoczyła plac. Miał
szansę zapobiec przynajmniej rozprzestrzenieniu się bi-
twy na centrum miasta. Musiał odciąć drogę posiłkom. Ta
konfrontacja nie mogła przerodzić się w wojnę.
Chodził powoli między grupami. Wyczuwał drżenie
powietrza, gorące emocje. Wiedział, że wszyscy są o
włos od użycia broni.
- Odsuń się, Wehutti - odezwał się Nield. - Wygra-
liśmy wojnę. Daj nam wykonywać swoją pracę.
88
- Nie pozwolimy, żeby banda bachorów profanowa-
ła pamięć przodków! - zagrzmiał Wehutti.
- A my nie pozwolimy, żeby oddawano cześć morder-
com! - odparł Nield. Uniósł lufę miotacza. -A teraz z drogi!
Nagle otworzyła się krata odpływu w nieczynnej fon-
tannie i z otworu wyłoniła się Cerasi. Wbiegła między
dwie grupy.
- Nie! - krzyknęła. - Tak nie może być!
- Cerasi! - Obi-Wan z krzykiem skoczył naprzód.
W tej samej chwili rozległy się strzały. W zamieszaniu
nie widział, skąd dochodziły.
Ale dosięgły celu. Oczy dziewczyny rozszerzyły się,
gdy wiązka energii rozorała jej klatkę piersiową. Powoli
opadła na kolana. Obi-Wan dopadł do niej w mo-
mencie, gdy osunęła się w tył, prosto w jego ramiona.
- Cerasi! - jęknął.
Jej zielone oczy pokryły się mgłą.
- Nic ci nie będzie - powiedział gorączkowo. - Sły-
szysz? Nie potrzebujesz szczęścia. Cerasi!
Podniósł rękę. Próbowała podnieść swoją, ale jej ra-
mię opadło bezwładnie. Patrzyła w przestrzeń.
- Nie! - krzyknął.
Drżącymi palcami złapał ją za nadgarstek. Nie wyczuł
jednak nawet najsłabszego pulsu.
Ogarnęła go rozpacz. Spojrzał w górę na Nielda i
Wehuttiego. Nie mógł znalezć właściwych słów. Zupełnie,
jakby nie potrafił mówić.
Po twarzy ciekły mu łzy, a cierpienie narastało i
wdzierało się w każdy zakątek jego umysłu i serca. Wy-
89
dawało się niemożliwe do zniesienia. Jego ciało nie mo-
gło wytrzymać takiego bólu. Czuł, że za chwilę po prostu
się rozpadnie. A jednak wiedział, że to dopiero początek.
90
ROZDZIAA 14
Wstrząs po śmierci Cerasi rozniósł się po Zehavie
niczym fala. Dziewczyna stanowiła symbol pokoju. Jej
śmierć także miała symboliczną wymowę.
Ale nie symbolizowała pojednania. Każda ze stron
przywłaszczyła sobie tę tragedię i przystosowała ją do
własnych celów. Dla Starszych stała się przejawem nie-
odpowiedzialności i lekkomyślności Młodych. Z kolei
Młodzi uznali ją za oznakę nieustępliwej nienawiści
Starszych. Grupy obwiniały się nawzajem o spowodo-
wanie tej śmierci.
Podział między jednymi a drugimi zarysował się wy-
razniej niż kiedykolwiek. Wprawdzie Wehutti i Nield spę-
dzali czas w odosobnieniu, ale ich stronnicy patrolowali
ulice, otwarcie nosząc broń. Obie frakcje z każdym dniem
zyskiwały więcej zwolenników. Mówiono, że wojna jest
nieunikniona.
Obi-Wan wiedział - Cerasi nie ścierpiałaby tego, że
jej śmierć stała się przyczyną walki. Ale nie mógł prze-
ciwstawić się symbolom. Mógł się tylko martwić.
91
Nield nie pojawił się na pogrzebie. Jej prochy trafiły to
Gmachu Pamięci, w którym spoczywały doczesne szczątki
jej przodków.
Obi-Wan był sam. Towarzyszył mu tylko bezustanny ból
po stracie Cerasi. Odczuwał go, gdy tylko otworzył oczy.
Zdawało mu się, że kości znikły z jego ciała, po-
zostawiając pustą przestrzeń. Wędrował ulicami miasta i
zastanawiał się, w jaki sposób ludzie mogą nadal jeść,
robić zakupy, żyć - skoro Cerasi już nie było.
Wciąż na nowo przeżywał tamtą chwilę. Zadawał sobie
pytanie, dlaczego nie pobiegł szybciej albo dlaczego nie
ruszył wcześniej, albo dlaczego nie przewidział, że
dziewczyna przyjdzie na plac. Czemu nie mógł złapać
wiązki z miotacza?
A pózniej widział szok w jej kryształowych oczach w
momencie, gdy została trafiona, i chciało mu się krzyczeć
i tłuc pięściami w ścianę. Gniew uczepił się go równie
mocno jak żal.
Jej nieobecność uderzała go co chwila od nowa.
Zwiadomość, że już nigdy z nią nie porozmawia, spra-
wiała ból. Brakowało mu utraconej przyjaciółki. Już za-
wsze będzie mu jej brakowało. Bardzo wiele znaczyła w
jego życiu. Tylu rzeczy nie zdążyli sobie powiedzieć.
Godzinami chodził po ulicach. Maszerował, aż za-
częło mu brakować sił, i ledwie widział na oczy. Potem
spał tak długo, jak tylko mógł. A po przebudzeniu
wznawiał wędrówkę.
Mijały dni. Nie wiedział, jak pokonać smutek. Pewnego [ Pobierz całość w formacie PDF ]