[ Pobierz całość w formacie PDF ]

pasję. Podobno zafundował komuś tygodniowe wakacje
w jednym ze swoich hoteli za dwa metry bardzo starej tka
niny.
- Stare materiały rzeczywiście są w cenie - przyznała
Delia. - Bardzo trudno je dostać.
- Mówią też, że on ma album ze zdjęciami swoich pat
chworków - dodał ze śmiechem Barney.
- To prawda. Oglądałam je. Pan Carrera wygrał kilka
ważnych konkursów - powiedziała Delia. - A igłą posługuje
się zręcznie jak nikt. - Pokazała sukienkę, a Barb nie potrafiła
wskazać świeżych ściegów.
- Tak, to rzeczywiście coś! - przyznała z podziwem.
- Jeżeli kiedyś wpakuje mi kulkę, poproszę go, żeby mi
uszył pikowany całun - parsknął Barney.
Barb wytrzeszczyła na niego oczy.
- Czemu miałby do ciebie strzelać?
Barney zmieszał się, a potem wzruszył ramionami.
- Na razie nie ma powodu. Posłuchajcie, moje panie,
pomyślałem, że moglibyśmy we trójkę wpaść do kasyna.
Myślę, że zostaniemy potraktowani ze szczególną reweren-
cją, skoro jego właściciel osobiście zszył sukienkę Delii.
- Wykluczone! - oburzyła się Barb. - Moja mała sio
strzyczka nie będzie się spotykać z przestępcą!
- On nie jest przestępcą. To znaczy, niezupełnie. To miły
gość dopóty, dopóki nie próbujesz go okraść albo nie jesteś
zagrożeniem dla kogoś z jego otoczenia.
- Nawet nie chcę tego słuchać - kategorycznym tonem
NIEBEZPIECZNA MIAOZ 49
oświadczyła Barb, po czym odwróciła się do Delii. - Trzymaj
się z daleka od tego Carrery. Bez względu na jego zdolności
krawieckie.
Delia chciała im powiedzieć, że umówiła się z Marcusem
na następny dzień, ale zabrakło jej odwagi. Nie potrafiła
przeciwstawić się Barb. Prawdę mówiąc, nigdy nie odmówiła
Barb niczego, o co ją poprosiła.
Pamiętała jednak pocałunek Marcusa na balkonie, uścisk
silnych ramion i bijący od niego żar. Już na samo wspomnie
nie wstrząsał nią dreszcz i czuła, że tak czy inaczej się z nim
spotka. Martwiła ją tylko jego reputacja. A jeśli to prawda, że
jest mordercą?
- Delia, słyszysz, co do ciebie mówię?! - głośno po
wiedziała Barb. - Nie chcę, żebyś się spotykała z gangste
rem!
- Słyszę, słyszę - odparła Delia.
- On jest niesamowicie bogaty - wtrącił się Braney. -
Mówią, że ma na koncie miliony.
- Wiem, ale nie podoba mi się sposób, w jaki je zdobył
- odparła Barb.
- Na całym świecie na czele wielkich korporacji stoją
zazwyczaj jeszcze gorsi faceci - rzucił bagatelizująco Bar
ney. - A on jest jak król Midas; wszystko, czego się dotknie,
zmienia się w złoto. Jest też szczery i nie rzuca słów na wiatr.
Bywa również dobry dla staruszków.
- Tak samo jak japońska mafia, Yakuza - prychnęła
Barb.
Barney uniósł ręce.
- Dla ciebie wszystko jest tylko albo czarne, albo białe.
- Pójdę już do łóżka, a wy skończcie tę dyskusję bez
świadków - odezwała się Delia.
- Tak, tak, kochanie. - Ton Barb złagodniał. - Całe szczę-
50 NIEBEZPIECZNA MIAOZ
ście, że nic ci się nie stało. Strach pomyśleć, że jezdziłaś po
Nassau w towarzystwie mordercy!
- Nigdy mu nie udowodniono, że kogokolwiek zamordo
wał - zaprotestował Barney.
- Nie udowodniono też, że nie zamordował!
Delia wymknęła się z salonu i zamknęła starannie drzwi.
Szykując się do snu, wciąż myślała o tym, co Barney mówił
o Marcusie. Przecież gdyby to był zły człowiek, musiałaby to
wyczuć. A on zachowywał się uprzejmie i opiekuńczo, a na
wet serdecznie. Wiedziała też, że mu się spodobała, podobnie
jak on jej. Co w tym złego, że miała ochotę znów się z nim
spotkać? Denerwowała się, co powie na to Barb, a potem
pomyślała, że jest dorosła i ma prawo mieć własne zdanie.
Nagle przypomniała sobie, co jej powiedział Marcus - żeby
nie wierzyła w to, co może usłyszeć, i poczekała z osądem, aż
go pozna lepiej .Tak czy inaczej, pokusa była zbyt silna, by
potrafiła jej się oprzeć. Nie zdoła zapomnieć o Marcusie.
Pójdzie z nim do wieży Sinobrodego, nawet gdyby miała to
zrobić potajemnie. Powiedział, że spotkają się na dole, w foy
er. Na myśl o tym lekko się zdenerwowała. Wprawdzie do
randki jeszcze daleko, ale co będzie, jeśli Barb i Barney
znajdą się tam w tym samym czasie?
Niepokój przez wiele godzin nie pozwolił jej zasnąć. My
ślała o ich namiętnym pocałunku na balkonie. Zawsze była
osobą rozsądną i praktyczną. Jednak gdy Marcus Carrera ją
objął, straciła głowę i stała się kimś zupełnie innym. Dotąd
nie mogła zrozumieć kobiet, które potrafiły zapomnieć o za
sadach i szły do łóżka z mężczyzną przed ślubem. Teraz
uświadomiła sobie, że namiętność może okazać się silniejsza
niż rozsądek. Tęskniła za bliskością Marcusa, za dotykiem
jego rąk, za jego pocałunkami. Po raz setny przewróciła się
z boku na bok, a z jej ust wyrwał się cichy jęk. Nagle poczuła
NIEBEZPIECZNA MIAOZ 51
się zagrożona. Czy powinna się z nim spotykać, skoro pragnie
go tak bardzo? Przecież nie potrafi mu się oprzeć - wystar
czy, że jej dotknie.
Intrygowała ją myśl o seksie. Matka bardzo niechętnie
rozmawiała z nią na ten temat, podobnie jak Barb. Jej bar
dziej doświadczone przyjaciółki nie miały za to takich opo
rów i bez skrępowania opowiadały jej, co mężczyzni i kobie
ty robią w łóżku. Wyobraziła sobie siebie i Marcusa w takiej
sytuacji i znów oblał ją żar.
Była już pewna, że spotka się z nim, jeśli tylko ją poprosi.
Dotąd żyła jak w kokonie, spełniając posłusznie wszelkie
polecenia matki i siostry. Skończyła już dwadzieścia trzy lata
i właśnie się zakochała w tym postawnym brunecie z kasyna.
Dlatego nareszcie zrobi to, na co ma ochotę, nie myśląc
o konsekwencjach. Nie zamierza przeżyć całego życia tak, by
na starość zabrakło choćby jednego pięknego wspomnienia.
Jeśli w tym celu będzie musiała sprzeciwić się Barb, to trud
no. W końcu to jej własne życie.
Delia zle spała. Czuła się tak, jakby przez całą noc nie
zmrużyła oka. Bez względu na to, co usłyszała, nie potrafiła [ Pobierz całość w formacie PDF ]